Zatem Kętrzyński jako student był już wprowadzany nie tylko w historię Mazur, ale także w sprawy społeczne. Przebywając w berlińskim więzieniu i twierdzy kłodzkiej zorientował się, że jego polscy współwięźniowie o Mazurach wiedzą nie wiele lub prawie nic. Być może wówczas podjął myśl napisania broszury wyjaśniającej kim są Mazurzy i czym są Mazury.

Prof. Stanisław Achremczyk

Po opuszczeniu więzienia w październiku 1868 roku na łamach Dziennika Poznańskiego opublikował artykuł „O Mazurach”. Artykuł ten spotkał się z zainteresowaniem nie tylko poznańskich czytelników, ale zwróciła na niego uwagę Gazeta Toruńska. Na jej łamach omawiając artykuł pisano „jakże nie zapłakać nad dolą Mazurów, przeczytawszy ten opis smutnego ich położenia, że inteligencja stracona jest dla tego ludu, z którego wychodzi, a który pozbawiony przez to własnych przewodników i ulegając szkodliwemu wpływowi zaprowadzonego w szkole systemu, nie może – równie jak lud górnoszląski – podnieść się w oświacie i traci nawet poczucie tego, co człowiekowi najdroższym powinno być na ziemi – poczucie własnej narodowości”. Kętrzyński w świetle tego artykułu jawił się jako znawca problemu i jako taki został polecony Oskarowi Kolbergowi. Do Kętrzyńskiego po informację o Mazurach zwrócił się w 1870 roku Agaton Giller. Dostrzegając zainteresowanie artykułem Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk poprosiło Kętrzyńskiego, aby na walnym zgromadzeniu Towarzystwa odczytał swój artykuł. Wystąpienie na tak ważnym zgromadzeniu było dla Kętrzyńskiego wyjątkowym wyróżnieniem. Wnet odezwał się do Kętrzyńskiego powstały w 1871 roku w Poznaniu Tygodnik Wielkopolski. Redaktor tygodnika Edmund Callier zaproponował Kętrzyńskiemu opublikowanie pracy „O Mazurach” na łamach Tygodnika Wielkopolskiego. Kętrzyński nie odmówił, zawarł stosowną umowę i otrzymał nawet zaliczkę pieniężną. Nim ukazała się książeczka Kętrzyński w Tygodniku Wielkopolskim w pięciu numerach tego pisma w lutym i marcu 1872 roku opublikował pieśni mazurskie, które dołączył do publikacji. W 1872 roku ukazała się mała książeczka nosząca tytuł „O Mazurach” powiększona o dodatek Pieśni gminne ludu mazurskiego w Prusach Wschodnich. Kętrzyński zdecydował się opublikować 54 pieśni, które zbierał od 1866 roku. Praca „O Mazurach” nie była pracą historyczną, etnograficzną, a raczej esejem historycznym, reportażem o położeniu ludności mazurskiej, była też wezwaniem do ratowania ginącej kultury poddanej germanizacji. Kętrzyński uprzytomnił mieszkańcom Wielkopolski, Pomorza Gdańskiego, że niedaleko ich mieszka lud także mówiący po polsku, kultywujący polskie obyczaje, śpiewający pieśni po polsku, modlący się też w tym języku. Kętrzyński podkreślał, że od wieków południowe Prusy Wschodnie zamieszkują Polacy, że przybyli oni w kilku falach osadniczych z Mazowsza, że są wyznania ewangelickiego.

Swoją rozprawkę opatrzył Kętrzyńskim mottem Wincentego Pola: A czy znasz ty bracie młody te pokrewne twoje rody

Dalej w przystępnych słowach pisał: „Gdybym żądał, łaskawy czytelniku, żebyś szczerze i otwarcie mi się przyznał, co ci wiadomo o Polakach daleko stąd w Prusach Wschodnich mieszkających, co ci wiadomo o Mazurach z tobą teraz w jednym państwie pod jednym berłem żyjących, pewnie byś ruszył ramionami, dodając, że prócz nazwiska nic więcej nie wiesz, lub gdy przypadkiem kiedyś byłeś w Królewcu w interesach lub na uniwersytecie, odpowiedziałbyś mi zapewne, żeś ich widział, ale że to Niemcy. Taka to nieświadomość naszych domowych niemal stosunków panuje między nami. Kilka lat dopiero minęło, jakeśmy porzucili zasadę zgubną, podług której każda ziemia polska tylko dla siebie żyła, sobą tylko się zajmowała, nie troszcząc się wcale o losy ziem sąsiednich. Kilka lat dopiero minęło, jak wyszliśmy poza mury naszego domku, jak zadziwieni poznaliśmy, że prócz nas jeszcze wielu jest Polaków w kraju pruskim, że nie tylko na ziemiach chełmińskiej i michałowskiej ludność polska żyje i rozwija się, ale że nawet na Pomorzu ona dotąd silnie się utrzymuje, a nasi Kaszubi poczciwi to nie Niemcy, jak przedtem sądzono, lecz dzielny ludek polski”. Wyjaśnia czytelnikowi, że wszystko to, co opisał w tej książce zna „z życia jako świadek naoczny, bom się urodził między tym ludem i między nim lata moje dziecinne przepędził. Znam tam każdą nieomal wioskę i każde miasteczko, bo byłem tam w szkołach i podczas wakacji często ziemię mazurską zwiedzałem”. W sposób prosty tłumaczy, gdzie jest ten mazurski kraj. Pisze: „Pociągnij sobie, łaskawy czytelniku, linię od Gołdapi począwszy, w prostym kierunku na Węgoborek, Racibórz (Rastenburg), Szczęsno (Sehsten), Biskupiec, Pasyń do Dąbrowy i Działdowa i będziesz miał mniej więcej granicę północną ziemi mazurskiej, sama ludność polska sięga miejscami znacznie wyżej na północ, aż pod Resel, Heilsberg, Wormdyty – ale to, to już Księstwo Warmińskie, a o nim nie mam zamiaru tutaj się rozwodzić. Z drugiej strony zaś okrąża ziemię mazurską granica Królestwa Polskiego od Przerośla do Mławy”. A dalej pisze: „ziemia mazurska zawiera w sobie wszystkie przymioty, z których Bory Tucholskie i Kaszuby słyną. Tam i tutaj grunta przeważnie lekkie, piaszczyste i pagórkowate; dużo ziemi leży jeszcze odłogiem, nietkniętej dotąd pługiem; wszędzie lasy i bory wielkiej rozległości, których najbardziej słyną bory Janowskie. A kiedy borów już wiele, to jezior jeszcze jest więcej; rzut oka na mapę już to uwydatnia; a jest między nimi niemało takich, gdzie brzegu drugiego nie widać, w porównaniu z którymi Gopło nasze wydaje się jeziorkiem”. Zaznaczył też dowcipnie: „Dowcip ludowy dzieli całe Mazury na trzy części, stosując się do powierzchni ziemi i jej jakości, tj. na Mazury piaszczyste (pod Szczytnem), na Mazury kamieniste i na Mazury garbate, czyli pagórkowate (pod Gołdapią). Aczkolwiek miejscami nawet na dobrych gruntach tu nie zbywa, jest jednakowoż wiele okolic, które wszystkie te trzy przymioty w sobie łączą”. Wylicza też Kętrzyński liczbę mazurskich Polaków, w jakim powiecie i ile ich tam mieszka, ocenia liczbę ludności mazurskiej na 260 tysięcy. Pisze ,że jest Mazur wesoły i towarzyski, gromadę lubi, bywa on gościnny, rad gościom i lubi ugościć, chętnie dlatego też obcego do swej chaty przyjmuje, rad się dowiedzieć od niego, co tam słychać w świecie