OLYMPUS DIGITAL CAMERAPodróż sentymentalna do tradycji Mazurów

“Oj, zeby to zytko dobrze plonowało, Panu po sto korcy z fury wydawało, plon niesiemy, plon” – brzmiała tradycyjna pieśń dożynkowa. Dziś święto żniw ma nieco inny charakter. Jak to było kiedyś? Mało kto pamięta. Jak to było po mazursku? W ten świat wprowadził nas zespół ludowy „Mazurska Kosaczewina”.

Ewa Brzostek

Ostanie prace na polu. Słońce praży niemiłosiernie. Jeszcze tylko ściąć parę kłosów, powiązać w snopy i można chwilkę odpocząć. Nawet dzieci mimo wątłego wyglądu starają się dorównać dorosłym. Jedna z pracujących kobiet rzewnym głosem zaintonowała pieśń mazurską. Za chwilę dołączają się do niej inne głosy. Wspólna pieśń i wspólna praca jednoczy tych ludzi w jakiś niezwykły sposób. Za chwilę podjeżdżają wozy konne. Zebrany plon trzeba jeszcze załadować i przewieźć do spichlerzy.

Taki obrazek zobaczyliśmy, gdy przyjechaliśmy do wsi Koczarki na zaproszenie Stowarzyszenia Rozwoju Wsi Koczarki, by wspólnie świętować Plon, czyli Dożynki na Mazurach. Wóz ruszył. Opustoszało pole. Zostało tylko rżysko. Wsiadamy do drugiego wozu i ruszamy do sąsiedniej wsi Nakomiady. Jadę między innymi ze Sławomirem Jarosikiem, wójtem Gminy Wiejskiej Kętrzyn i z profesorem Januszem Małłkiem.

– Jestem ciekawy jak to wszystko wypadnie, szczególnie jeśli chodzi o gwarę. Cała inicjatywa jest wzruszająca, te pieśni mazurskie, które są takie bardzo rzewne. Cieszę się, że jest zainteresowanie tym, by odtwarzać kulturę mazurską. To napawa mnie takim sentymentem. Gdyby mój ojciec żył byłby bardzo wzruszony – mówi profesor Janusz Małłek podczas podróży konnym zaprzęgiem.

Profesor jest synem Karola Małłka autora książki pt. „Jutrznia Mazurska na Gody i inne widowiska”. Na jej podstawie za chwilę będziemy mogli zobaczyć inscenizację pt. „Plon, czyli Dożynki na Mazurach” wystawioną gwarą mazurską przez zespół ludowy „Mazurska Kosaczewina”. Dojechaliśmy do Nakomiad. Na miejscu czekały na nas przygotowane stoły, barwne stoiska i wypełniona po brzegi świetlica wiejska.

– Dzisiejsze spotkanie jest świętem plonu, plonu, który był efektem ciężkiej i mozolnej pracy chłopów, w naszej inscenizacji, Mazurów – informuje Agnieszka Roszig, prezes Stowarzyszenia Rozwoju Wsi Koczarki.

Za chwilę wszyscy obecni na sali przenieśli się do mazurskiej chałupy, gdzie życie wyznaczały pory roku, w uszach zadźwięczała rdzenna mowa, gwara mazurska, której dziś nikt już nie używa. Stroje lniane, ręcznie szyte. Ubiór, którego dziś nikt już nie nosi nawet na wsi. Kosy, sierpy, narzędzia, które dawno zostały wyparte przez sprzęt elektryczny. Obyczaje i obrzędy mazurskie, o których wielu współczesnych ludzi nawet nie słyszało. Byliśmy w innym świecie.

– Jestem bardzo wzruszony, bo oglądałem „Plon” mojego ojca w roku 1947, kiedy byłem dzieckiem. To są dzieje Mazur. Cieszę się, że znaleźli się ludzie, którzy nawiązują do tej polskiej tradycji Mazur. To jest takie piękno, powrót do tych korzeni, odtworzenie wielkiej wartości. Chciałbym pogratulować całemu zespołowi w swoim imieniu i w imieniu wnuka Karola Małłka, a mojego syna, który również jest dzisiaj z nami – mówi profesor Janusz Małłek.

To nie koniec doznań. Wystawa staroci wiejskich, przedmiotów codziennego użytku sprzed wielu, wielu lat, nastrajała nas niezapomnianym klimatem przeszłych czasów. Uczestników dożynek czekała również iście mazurska uczta składająca się z regionalnych mazurskich potraw i oczywiście zabawa wiejska w klimacie dożynkowym.