WP_000299Ich imię żyje na wieki

Operacja Market Garden była największą operacją z udziałem wojsk powietrznodesantowych podczas II wojny światowej. W dniach 17-27 września przypadła jej 69 rocznica. Przy okazji jednego z zagranicznych wyjazdów, miejsce bohaterskich walk Polaków odwiedził burmistrz Kętrzyna, Krzysztof Hećman.

Wojciech Caruk

Podczas ostatniej wizyty w mieście partnerskim Wesel odwiedził pan również miejscowość Arnhem, miejsce operacji Market Garden. Jakie są pana wrażenia z pobytu w tym miejscu?

Już od kilku lat zabiegałem o to, aby przy okazji naszych wizyt samorządowych w Wesel pojechać również do Arnhem. Szczególnie na cmentarz, na którym pochowani są nasi spadochroniarze ze słynnej brygady gen. Sosabowskiego. Przeżycie duże. Muzeum tego desantu Airborne znajduje się w pięknej willi, w obszarze ogrodowym, który był siedzibą wojsk brytyjskich w czasie operacji. Następnie cmentarz, gdzie na nagrobkach można znaleźć polskie nazwiska, polskich żołnierzy, oficerów, kapelanów. Myślę, że to skłania każdego z nas do takiej smutnej, ale jakże prawdziwej patriotycznej refleksji. Z tej historii tragicznej, smutnej, ale też historii wielu pięknych postaw młodych ludzi, którzy w trudnej sytuacji musieli się opowiedzieć za honorem, odwagą, dumą i walką o wolność, czerpać dobre wzorce, szczególnie dzisiaj, w czasie pokoju. Ile od tamtych lat już czasu upłynęło, ile pokoleń wzrosło w możliwości życia, pracy, szczęścia rodzinnego i osobistego, możliwości poznawania świata. Czas, który jest nam dany powinniśmy dobrze wykorzystywać, pamiętając właśnie o tych, którym nie było dane żyć w takim momencie, jaki my w tej chwili mamy.

Co czuł pan przechadzając się pomiędzy nagrobkami i na obcej ziemi znajdując polskie nazwiska?

Przede wszystkim dumę narodową. To była trudna historia. Pamiętajmy, że gen. Sosabowski został później wprawdzie rehabilitowany przez rząd Holandii, jednak były insynuacje ze strony Brytyjczyków, że operacja była przeprowadzona zbyt późno, nie w tym momencie. Pamiętajmy, że to nie Sosabowski podejmował decyzje. Był jeszcze drugi desant i wsparcie gen. Montgomery’ego. Naszła mnie też pewna refleksja. Jak to jest w naszym narodzie? W ilu miejscach żyliśmy, pracowaliśmy, walczyliśmy o naszą niepodległą Polskę? Najpierw przez 123 lata zaborów ojczyzna została wykluczona z państwowości, potem po 20 latach niepodległości pojawiło się kolejne zagrożenie ze strony nazistowskich Niemiec i sowieckiej Rosji. I znowu trzeba było uciekać, walczyć, gdzieś na obcej ziemi oddać życie w dobrej sprawie. Oni wierzyli, że walczą za polską sprawę, że dzięki temu ich najbliżsi, rodacy będą mieli kiedyś kawałek wolnego nieba. To jest refleksja prowadząca do pewnej goryczy, że później w Jałcie, w Teheranie zostaliśmy pominięci mimo wielkiej, pięknej i szlachetnej ofiary.

Bardzo wiele mówi się o bohaterstwie Polaków nie tylko w kontekście Operacji Market Garden, ale też innych działań na froncie II wojny światowej. Czy my w dzisiejszych czasach powinniśmy pamiętać o tym patriotyzmie, który cechował wtedy naszych przodków?

Bezwzględnie tak. Ostatnio byłem na konferencji organizowanej przez Centrum Szkolenia Straży Granicznej o korupcji i bezpieczeństwie narodowym. Płk. Andrzej Rytwiński zacytował jedną z amerykańskich pisarek, która postawiła taką tezę. Jeśli prawda i honor nie są po tej samej stronie to jak wybierać. Otwierający konferencję Prezes Prokuratorii Generalnej prof. Bronisław Sitek powiedział, że w okresie międzywojennym w Prokuratorii pracowali najwybitniejsi polscy prawnicy, profesorowie, którzy z racji wiedzy i prawdziwego patriotyzmu starali się, aby ta, jakże istotna, dla funkcjonowania naszego kraju instytucja oparta była na ludziach, dla których dyshonorem byłoby występowanie przeciwko interesom Polski. Po co o tym wszystkim mówię? Jeżeli człowiek dzisiaj spojrzy na bohaterstwo tych żołnierzy spod Arnhem, Monte Cassino czy Narviku, jeżeli spojrzymy na dystynkcje honoru oficera polskiego, na dystynkcje człowieka służby publicznej to pomijając ich wady i błędy, przebija przez nich postawa patriotyzmu opartego na wierze w Boga i miłości do ojczyzny. To było siłą tego społeczeństwa. Skąd brała się w nas taka moc, że jako jedyni pod okupacją niemiecką stworzyliśmy państwo podziemne? Mimo świadomości śmierci jaka za taką działalność groziła, podejmowali to wyzwanie. Gdybyśmy dzisiaj nasze decyzje w zakresie publicznym opierali na takim patriotyzmie, to jestem przekonany, że Polska byłaby inna. Historia jest nauczycielką życia i dlatego trzeba jej dużo miejsca poświęcać, szczególnie wspominając takie postawy. Czynimy to także w Kętrzynie przypominając mieszkańcom o naszej lokalnej przeszłości.

Można chyba stwierdzić, że w tamtych czasach ludzie inaczej podchodzili do ideałów, którymi żyli? Hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna” coś wtedy znaczyły. W dzisiejszych czasach przyjęliśmy chyba inną tendencję?

Niestety tak. To konsekwencja kulturowego liberalizmu, globalizmu, a nawet nihilizmu. Wartością samą w sobie jest życie bez wartości. Jednak patrzę też z optymizmem, ponieważ dostrzegam też szereg ludzi zainteresowanych historią. Są nieraz filmy historyczne i są ludzie w różnym wieku, którzy je oglądają. Mamy piękny serial „Czas honoru” zrealizowany teraz, współcześnie, przez młodych reżyserów, aktorów. Oglądam go zawsze z wielkim zainteresowaniem.

Miesiące październik i listopad to taki trochę czas zadumy. Czy w takim okresie powinniśmy też szczególnie mieć w pamięci tych, którzy anonimowo oddali za nas życie?

Pamiętać trzeba zawsze. W tym roku będę też zachęcał radnych, aby w dniach 1 lub 2 listopada być pod pomnikiem W Hołdzie Poległym i Pomordowanym Polakom Obrońcom Ojczyzny także zapłonęły znicze i znalazła się jakaś symboliczna biało – czerwona wiązanka kwiatów. Ideały, które były wtedy siłą, mogą być nią również dzisiaj. To od nas zależy, w jaki sposób chcemy z tej historii czerpać.

Czy pana zdaniem stać nas dzisiaj na takie poświęcenia, jakich dokonywali ludzie wtedy, w latach 40– tych?

Obawiam się, że nie. Boję się, że nie ma u nas już tego duchowego spoiwa, które wtedy wynoszono z domu, ze szkoły, z kościoła. Dzisiaj na pewno trochę inaczej wyglądałby charakter walk o naszą wolność, jednak postaw tak dramatycznie pięknych by nie było. Wierzę jednak, że bylibyśmy awangardą w dzisiejszym świecie w walce o wolność. Przykładem mogą być ofiary jakie ponieśliśmy w walce z komunizmem i zaangażowanie środowisk i osób powiązanych z „Solidarnością”. Takich przypadków na świecie nie było zbyt dużo. To nasze działania dały przykład dla innych. Wierzę w naszą odwagę. Dobrze, żeby mądrość z niej płynąca przekładała się na nasze codzienne życie.

Jakie jest pana zdanie na temat różnych współczesnych form promowania historii, szczególnie wśród młodych ludzi?

Każda forma jest potrzebna i ta multimedialna i rekonstrukcje historyczne i różne inne sposoby pokazywania naszej przeszłości. Jestem wielkim zwolennikiem takich działań. Obchodziliśmy rocznicę dramatu wołyńskiego, ale co roku chcemy pamiętać o 11 lipca, o żołnierzach wyklętych w formie na przykład wystawy. Marzy mi się taka ekspozycja w centrum naszego miasta o tematyce historycznej, którą będziemy mogli co jakiś czas wymieniać.

Dlaczego warto odwiedzić Arnhem i muzeum Airborne?

Jest to bardzo dobrze zorganizowane muzeum. Zwiedzaniu podziemi towarzyszy szereg efektów wizualno – dźwiękowo – pirotechnicznych. Można się poczuć realnie w centrum walki. Żołnierze – manekiny, odgłosy jadących czołgów, wystrzały. Na górze masa interesujących pamiątek, film opowiadający historię Market Garden. Do tego jest kącik polski, poświęcony szczególnie gen. Sosabowskiemu. Jest też cmentarz, który jest sanktuarium polskiej ofiary.