jpuczelTworzę w swoim własnym świecie

Niedawno można było podziwiać jego prace na zbiorowej wystawie w kętrzyńskiej Loży, „Kulka na łyżce”. Wystawia się w największych galeriach świata. Niedługo jego obrazy będziemy mogli też podziwiać na ekranie hollywoodzkiej produkcji. Mimo tego Jarosław Puczel jest skromnym człowiekiem z serca oddającym się swojej malarskiej pasji.

Wojciech Caruk

Urodził się w 1965 roku w Kętrzynie. Od dziecka czuł pociąg do sztuki, uczęszczał m.in. na ognisko muzyczne, zainteresował się też filmem. Jednak jak sam twierdzi nie do końca wtedy wiedział co chce robić. W 1990 ukończył studia ma wydziale pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego. W okresie studiów w ramach Twórczych Warsztatów Filmowych Ośrodka Kultury Ochoty w Warszawie zajmował się teorią i praktyką filmową.

– Chciałem wtedy zostać reżyserem filmowym – mówi Jarosław Puczel. – Jednak później to obrazy statyczne bardziej zaczęły mnie intrygować.

Próbował dostać się na Akademię Sztuk Pięknych niestety jednak bez skutku. Trafił za to do pracy w kętrzyńskim domu kultury i zrealizował jedną z pierwszych wystaw swoich ówczesnych prac. Zainteresowanie dalszym rozwojem spowodowało, że artysta coraz częściej zaczął brać udział w różnego rodzaju konkursach, przeglądach, wystawach malarskich.

– To jest cienka granica pomiędzy tym co jest profesjonalne, a co nie – dodaje Puczel. – Można powiedzieć, że ja do tej pory nie jestem profesjonalistą, bo nie mam „papierów” uczelni artystycznej, zresztą jak wielu uznanych twórców. Najważniejsza w tym wszystkim jest konsekwencja, pasja i praca.

Przez lata swojej twórczości malarz przeszedł przez kanony impresjonizmu, postimpresjonizmu, ekspresjonizmu.

– Zacząłem podglądać innych malarzy, szczególnie tych z grupy „Ładnie” – opowiada kętrzynianin. – Przez pewien czas inspirowałem się takimi nazwiskami jak Sasnal, Bujnowski czy Maciejowski. Potrzebowałem wtedy takich punktów odniesienia. Teraz poszedłem bardziej w świat intymnej uczuciowości.

Rozwój talentu poszedł w pewnym momencie w parze z coraz większą promocją prac artysty. W Polsce można go było podziwiać m.in. w Olsztynie, Warszawie, Toruniu, Lublinie. Jednak to właśnie za granicą Puczela zaczęli odkrywać wielbiciele malarstwa. Otworzyły się przed nim galerie w Brukseli, Innsbrucku, Miami, Nowym Jorku, Bazylei, Berlinie, Salzburgu. Artysta zamieszkał w tamtym okresie w Olsztynie. Tam przez kilka lat pracował m.in. jako grafik w Agencji Wydawniczo – Fotograficznej „Mazury” u znanego fotografa Andrzeja Stachurskiego. Obecnie jednak porzucił to zajęcie i poświęcił się tylko i wyłącznie malowaniu. Obecnie jest reprezentowany na świecie przez trzy galerie, do których należą warszawska Galeria „Milano”, Galerie Sandhofer z Salzburga oraz Robert Fontaine Gallery w Miami.

– W grudniu będę właśnie reprezentowany w Miami na targach międzynarodowych – dodaje Puczel. – Z kolei w przyszłym roku, 28 lutego w Salzburgu odbędzie się wernisaż mojej autorskiej wystawy. Autorską ekspozycję zaprezentuję również w 2015 roku w Warszawie.

Fakt bycia docenionym za granicą niestety nie zawsze przekłada się na polskie podwórko. – Zbliża się teraz okres prezentacji prac środowiska olsztyńskiego, tzw. biennale plastyczne w Galerii BWA w Olsztynie. Okazuje się, że nie spełniam warunków formalnych, aby wziąć w niej udział – dziwi się malarz. – Nie posiadam dyplomu uczelni artystycznej, nie jestem też członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków, więc nie ma tam dla mnie miejsca. Dlatego łatwiej jest zrobić karierę na zachodzie niż w Olsztynie.

Takimi ograniczeniami nie kierował się wydział charakteryzacji wnętrz jednej z hollywoodzkich wytwórni filmowych. Dzięki temu jeden z obrazów Jarosława Puczela będziemy mogli podziwiać już od 28 lutego 2014 roku na ekranach polskich kin w filmie „Her” Spike Jonze z Joaquinem Phoenixem w roli głównej. Produkcja swoją światową premierę miała 12 października i już otrzymuje pierwsze nominacje do nagród filmowych.

Sam Puczel tworzy dalej to co sprawia mu przyjemność i satysfakcję, to co chcę najbardziej w swoich pracach wyrazić, mając też świadomość różnorodnego odbioru jego twórczości przez widzów.

– Ja maluję nie myśląc o odbiorcy, bo tak jest uczciwie. Tworzę w swoim własnym świecie. Później odbiorca interpretuje w swój własny sposób. Taka jest zresztą koncepcja sztuki współczesnej, że to widz może być autorem ciekawszej interpretacji od tego co zakładał artysta – dodaje.