SONY DSCW latach dzieciństwa po raz pierwszy obejrzałem film „O jeden most za daleko” reż. Richarda Attenborougha. Postać gen. bryg. Stanisława Sosabowskiego d-cy I Samodzielnej Brygady Spadochronowej, jednego z bohaterów filmu, wywarła na mnie ogromne wrażenie, a waleczność polskich żołnierzy wpisała się w moją pamięć na zawsze. Wówczas nie zdawałem sobie sprawy, że przez lata służby w Straży Granicznej będę wzorował się na Generale, który stał się moim idolem dowódcy, żołnierza, człowieka. Z czasem można było nabyć książki gen. bryg. Stanisława Sosabowskiego, które pisał po wojnie na emigracji w Anglii w fabryce, gdzie był magazynierem. Później w dobie internetu można było zdobywać informacje niedostępne w kraju. Tak poznałem postać wielkiego człowieka, największego polskiego bohatera, trochę zapomnianego przez Polskę i Polaków. W jednej ze swoich książek pt. „ Droga wiodła ugorem. Wspomnienia” Generał w dwóch zdaniach ujął swój stosunek do służby: „Nigdy w mym życiu nie zabiegałem o awans ani o odznaczenia. Wyznawałem i wyznaję zasadę, zresztą bardzo niepraktyczną, że moim obowiązkiem jest robić, i to możliwie jak najlepiej, obowiązkiem zaś moich przełożonych jest pilnowanie, bym w awansach czy promocji nie był pokrzywdzony”. Dla mnie nie było ważne, że noszę mundur funkcjonariusza Straży Granicznej, a nie żołnierza, ważne było, że honorowymi zasadami gen. bryg. Sosabowskiego mogłem kierować się w codziennej służbie. Choć częstokroć nierozumiane w dzisiejszych czasach, nieraz wyśmiewane, dla mnie te zasady są ponadczasowe i nie zmieniłbym ich nigdy.

Kiedy podjąłem decyzję o odejściu do rezerwy pragnąłem służbę zakończyć oddając cześć polskim żołnierzom walczącym pod Arnhem. Ostatni raz chciałem założyć mundur w miejscu, gdzie walczyli o Polskę i tam oddawali swoje życie, czyli w Holandii. Najpierw planowałem podróż motocyklem wraz z przyjaciółmi z Klubu Motocyklowego Rast z Kętrzyna, ale sami motocykliści zaproponowali, żeby tę jesienną podróż odbyć samochodem. Trochę niechętnie, ale w końcu uległem i zgodziłem się na takie rozwiązanie. 18 września 2013 r. w czwórkę tj. z Grażyną i Dariuszem Iwaszkiewiczami oraz Mirosławem Sędrowskim wyruszyliśmy do Holandii.

Dzięki gościnności Kętrzynian na stałe mieszkających w Holandii w miejscowości Nijkierk Ewelinie Lewandowskiej i Piotrowi Mączce mieliśmy zapewnione noclegi i wyżywienie, a także mogliśmy zwiedzić Amsterdam. 21 września br. do naszej ekipy dołączyła córka Grażyny i Darka Ewelina i wspólnie wyjechaliśmy na uroczystości związane z 69 rocznicą operacji Market Garden. Nasz plan ułożyłem tak, by zwiedzić miejsca i wydarzenia ważne, dla nas Polaków i wycieczkę rozpoczęliśmy od obejrzenia skoków spadochronowych na polach pod Arnhem. Byliśmy pozytywnie zaskoczeni ogromną ilością widzów oraz oryginalnymi samolotami z czasów II w. ś., które cały czas nadlatywały jeden za drugim zrzucając drużyny rekonstruktorów.

Następnym punktem było zwiedzenie cmentarza wojennego w miejscowości Oosterbeek, na którym pochowani są polscy i brytyjscy żołnierze. I faktycznie, nawet nekropolia nie oparła się brytyjskiej polityce zapoczątkowanej przez marszałka Bernarda Law Montgomerego, który niesłusznie i niesprawiedliwie zrzucił z siebie winę w 1944 roku za porażkę operacji Market Garden na naszego gen. bryg. Stanisława Sosabowskiego i nasi polscy bohaterowie pochowani są na obrzeżach cmentarza. Tam też spotkaliśmy polonię z Niemiec i Holandii, z którą przy nagrobkach polskich spadochroniarzy zapaliliśmy biało-czerwone znicze. Było to niezwykłe przeżycie oraz wzruszenie i wszyscy poczuliśmy, że nasza obecność w tym miejscu i czasie jest bardzo ważna dla utrwalania pamięci i historii o polskich bohaterach.

Następnie jechaliśmy do Driel, w którym pierwsze kroki skierowaliśmy na miejscowy cmentarz do grobu Cornelii Wilhelminy Marii Baltussen osoby, która w 1944 r. pomagała opatrywać rannych w boju polskich żołnierzy, na której rękach umierali polscy spadochroniarze wyznając najskrytsze marzenia o Polsce, o swoim życiu. Cornelia Baltrussen do końca swojego życia zabiegała o to, by Holendrzy oddali należną cześć I Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej. Niestety nie doczekała się wydarzeń z 31 maja 2006 r. z Hagi kiedy to, królowa Holandii Beatrix odznaczyła 6 Brygadę Desantowo Szturmową im. gen. bryg. Stanisława Sosabowskiego, która dziedziczy tradycje I Samodzielnej Brygady Spadochronowej Krzyżem Kawalerskim Orderu Wojskowego Wilhelma, najwyższym holenderskim odznaczeniem wojskowym, a gen. bryg. Stanisława Sosabowskiego pośmiertnie Medalem Brązowego Lwa.

Kolejny punkt to Plac Polski, gdzie Fundacja Driel-Polen pod kierunkiem Arno Baltrussena (kuzyna Corneli Baltrussen) przygotowała uroczystości rocznicowe. Pięknym akcentem była obecność kompanii honorowej 6 Brygady Powietrznodesantowej im. gen. bryg. Stanisława Sosabowskiego. Biało-czerwone barwy widzieliśmy wszędzie, a mnie osobiście urzekły holenderskie dzieci ubrane w polskie barwy narodowe i śpiewające polskie piosenki. Niestety z roku na rok na uroczystości do Driel przyjeżdża coraz mniej żołnierzy Sosabowskiego i tylko pozostaje nadzieja, że Holendrzy nie zapomną kto walczył o ich wolność. Po powrocie z Driel do Nijkerku cały wieczór rozmowy toczyły się wokół waleczności polskich żołnierzy. Przed snem swój mundur starannie spakowałem i przygotowałem do przekazania muzeum.

22 września opuszczaliśmy Holandię i jechaliśmy do Solingen w Niemczech. Tam też korzystając z gościnności Tomasza Bodziocha mieliśmy kolejną bazę wypadową. W poniedziałek pojechaliśmy do Kolonii do Konsulatu Generalnego, w którym przed latami pracowałem jako ekspert ochrony Przedstawicielstwa Polskiej Ambasady. Czas nie był łaskawy dla obiektu. Jedynym wytłumaczeniem dla takiego stanu była informacja, że nieruchomość zostaje sprzedana, a urząd konsula będzie przeniesiony do śródmieścia. Miło było spotkać osoby, z którymi przed laty skrzyżowały się moje drogi i chwilę powspominać.

Opuszczaliśmy Kolonię i udając się do Leverkusen, znanego głównie z przedsiębiorstwa chemiczno-farmaceutycznego Bayer AG, do ogrodu japońskiego. Wieczorem nasz gospodarz zabrał nas, by obejrzeć najwyższy most w Niemczech leżący nad doliną Wupper „Müngstener Brücke” łączący Solingen i Remscheid. Most ma 108 m wysokości, a stalowa konstrukcja, w której zastosowano 900 tysięcy nitów stalowych, powstała jeszcze w czasach panowania cesarza Wilhelma II w 1897 roku. Mówi się, że jeden z nitów użytych w konstrukcji jest ze szczerego złota, lecz nigdy go nie zlokalizowano. Przed zmierzchem zdążyliśmy jeszcze zwiedzić tamę w dolinie Wupper oraz za okien samochodów podziwiać piękny zamek Burg.

We wtorek z Solingen musieliśmy wyjechać bardzo wcześnie rano ponieważ w planie podróży zamieściłem Szczecin, a w nim Muzeum Techniki i Komunikacji. Przecież moi współtowarzysze to wytrawni motocykliści, miłośnicy motoryzacji i takiej okazji nie mogłem przegapić.

Następnego dnia kierujemy się do Piły, gdzie umówiony byłem z Markiem Fijałkowskim – Głównym Inwentaryzatorem Muzeum Okręgowego w celu przekazania do muzealnych zbiorów swojego munduru wyjściowego oraz umundurowania zimowego. Zapytał on czy wraz z Odznaką Straży Granicznej? Odpowiedziałem, że przekażę kompletne umundurowanie ze wszystkimi dodatkami absolwentką Studium Oficerskiego z COSSG w Koszalinie, identyfikatorem, korpusówkami, sznurem oficerskim oraz baretką Brązowego Medalu za Zasługi dla Obronności Kraju (otrzymanego na wniosek moich przełożonych ze Straży Granicznej), a także baretkami Srebrnego Medalu Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej (otrzymanego na wniosek Towarzystwa Miłośników Ziemi Kętrzyńskiej im. Zofii Licharewej), Odznaki Honorowego Zasłużonego Dawcy Krwi (otrzymanej na wniosek Klubu Honorowych Dawców Krwi przy Placówce Straży Granicznej w Barcianach). Dodatkowo obiecałem, że jak tylko będę posiadał baretkę Odznaki Honorowej za Zasługi dla Województwa Warmińsko-Mazurskiego (otrzymanej na wniosek Towarzystwa Miłośników Ziemi Kętrzyńskiej im. Zofii Licharewej) to natychmiast uzupełnię braki w swoim umundurowaniu.

Był to ostatni punkt naszej wyprawy. Do Kętrzyna wróciliśmy nieco zmęczeni, ale zadowoleni. Sam spełniłem swoje marzenia i teraz mogę powiedzieć, że zakończyłem służbę graniczną.

Dorian Piotr Burdyło (mjr SG rez., członek Prezydium Warmińsko-Mazurskiej Grupy Wojewódzkiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Policji, motocyklista Klubu Motocyklowego Rast z Kętrzyna)

Foto: Dariusz Iwaszkiewicz