OLYMPUS DIGITAL CAMERATo co robię, daje mi dużo radości

Niezbyt często mamy okazję poznać tą drugą stronę człowieka, którego codziennie mijamy idąc do pracy, spotykając w sklepie czy wymieniając zwykłe sąsiedzkie uprzejmości. O ich pasjach, osiągnięciach i zainteresowaniach wiedzą jedynie najbliżsi i przyjaciele. Są jednak wśród nas ludzie, którzy bez zbędnego rozgłosu tworzą sztukę dla zwykłej satysfakcji i radości. Nie chwalą się swoimi dokonaniami, chociaż mają ich sporo na swoim koncie. Niewątpliwie do tego grona możemy zaliczyć Jerzego Baranowskiego.

Wojciech Caruk

Swoją malarską pasję pan Jerzy zaczął odkrywać już w wieku przedszkolnym. W szkole podstawowej nauczyciele dostrzegli jego zainteresowania, co skutkowało startami w konkursach międzyszkolnych.

– Zabrakło mi jednak wtedy takiego pokierowania, co dalej robić – wspomina Baranowski. – Człowiek starszy, mający już jakieś umiejętności stara się zachęcić. Fajnie, jeżeli młodzież pyta, jaką drogę powinien obrać. Jednak czasami warto ją wskazać. Mówię to przez pryzmat własnych błędów. Moja droga była bardzo długa zanim dotarła do obecnego punktu.

Jeszcze przed ukończeniem podstawówki artysta dostał propozycję skierowania swoich kroków do słynnego Liceum Plastycznego im. Antoniego Kenara w Zakopanem. Jednak młodość, chęć przygód i wrażeń zaprowadziły go do szkoły morskiej w Kołobrzegu. Jak sam twierdzi była to dla niego dobra szkoła życia i nie żałuje podjętej wtedy decyzji. Tam też wdrażał w życie swoje plastyczne zainteresowania, malując maszty, statki, a przy okazji praktykanckich rejsów zwiedzając świat. Kolejnym etapem była szkoła oficerska Wojsk Ochrony Pogranicza. Przełomowym momentem była propozycja objęcia funkcji kierownika pracowni plastycznej przy szkole WOP w Kętrzynie.

– Zamysł funkcjonowania tego koła był bardzo szeroki – dodaje Baranowski. – Mieliśmy 25 etatów, ściągaliśmy studentów absolwentów liceów plastycznych na dwa lata. Mieliśmy sekcję malarstwa, intarsji, rzeźby, kowalstwa artystycznego. Jeden z naszych żołnierzy będąc oddelegowanym do podobnej pracowni w Łodzi wykonał nawet stół inkrustowany do Belwederu.

Prace były wykorzystywane do dekoracji, wystroju wnętrz, wędrowały też za granicę. W ramach działalności artysta wraz ze swoimi podopiecznymi brał udział w ogólnopolskich plenerach, podejmując się również ich organizacji. Ten etap w życiu Jerzego Baranowskiego trwał osiem lat.

Artysta ma na swoim koncie szereg wystaw indywidualnych i zbiorowych, nie tylko w Kętrzynie, ale też m.in. w Zakopanem, Gdańsku, Wrocławiu. Jednak od kilku lat plastyk związany jest ze Stowarzyszeniem im. Arno Holza dla Porozumienia Polsko – Niemieckiego z siedzibą w kętrzyńskiej Loży.

– Znalazłem tam dobre miejsce do tworzenia i zostałem mile przyjęty – mówi Baranowski. – Stworzono mi dobre warunki. Mam pomieszczenie do prowadzenia zajęć z dziećmi, mam pracownię. Dzięki wspólnemu projektowi z Miejską Biblioteką Publiczną zakupiliśmy kilkanaście sztalug i materiały do pracy.

Zajęcia plastyczne odbywają się w czasie roku szkolnego w każdy czwartek o 16.30. Skorzystać z nich może każdy chętny, bez względu na wiek czy artystyczne doświadczenie.

– Ostatnio mieliśmy okazję wygrać w konkursie plastycznym organizowanym przez Urząd Skarbowy, teraz będziemy brali udział w konkursie ogłoszonym przez firmę Toyota Poland – opowiada instruktor.

Współpraca ze Stowarzyszeniem im. Arno Holza skutkowała aktywnym włączeniem się artysty w jubileusz obchodów Roku Arno Holza. Odbyła się przy tej okazji wystawa prac malarskich poświęconych życiu Holza i jego twórczości. Również pierwsze polskie wydanie „Phantazusa” ozdobione jest wizualną twórczością Kętrzynianina.

– To była dosyć złożona i ciekawa historia. Faktem jest, że było to dla mnie wyzwanie, ponieważ prace, które się tam znalazły musiałem stworzyć praktycznie w ciągu jednej nocy – dodaje artysta.

Twórczość Baranowskiego obrazująca miasto Kętrzyn jest często wykorzystywana przez władze miasta przy okazji różnego rodzaju spotkań i wizyt partnerskich, również międzynarodowych jako forma prezentu i promocji. Mimo dużego doświadczenia i stopniowo zdobywanego uznania sam artysta ma problem z wyróżnieniem jakiegoś specjalnego sukcesu w swoim twórczym życiu.

– Najlepsze prace to są te, które jeszcze nie powstały – uzasadnia. – Sukcesy są jeszcze przede mną.
O swoich planach twórczych też nie jest w stanie dokładnie opowiedzieć.

– Życie potrafi zaskakiwać, pomysły pojawiają się niespodziewanie – dodaje. – Tworząc cykl o przedwojennym Kętrzynie doszedłem do wniosku, że warto właśnie zainteresować się taką tematyczną cyklicznością. Myślałem też, żeby uwiecznić twarze Kętrzyna. Portrety osób nie z lokalnego „świecznika”, ale zwykłych mieszkańców.

Jednak cały czas twórca poświęca się aktywnie swojej pasji, dzieląc ją zresztą wspólnie z całą rodziną. Sam uprawia malarstwo olejne na płótnie, akwarele, pastel.

– Dzięki sztuce mogę wchodzić w zupełnie inny świat – dodaje Baranowski. – Nie potrzebowałem do tego używek, bo to co robiłem i robię w zupełności mi wystarcza i daje dużo satysfakcji.