IMG_0878-KopiowanieNie myśleliśmy o czerwonych dywanach

Znany jest głównie z dużego ekranu. Jednak jak się okazuje, będąc znanym aktorem co jakiś czas objawia swoje muzyczne oblicze. Z zespołem Cochise odwiedził niedawno Kętrzyn – miasto, z którym ma romantyczne wspomnienia.

Mówisz o sobie, że jesteś muzykiem, który został aktorem. Jak to tak na dobrą sprawę było z wyborem twojej drogi?

Muzyką zajmuję się od 15 czy 16 roku życia. Przez ten czas przewinęło się trochę zespołów. Składy powstawały i rozpadały się, zresztą jak wszędzie. Ja uczestniczyłem w Białymstoku w tamtejszym życiu rockandrollowym. W momencie kiedy przyszło mi decydować co robić dalej konkretnego w życiu nie miałem wokół siebie ludzi, z którymi mógłbym stworzyć zespół mocny i stabilny. Taki który mógłby gdzieś się przebić, z którym mógłbym poważnie myśleć o przyszłości. Musiałem wtedy znaleźć coś innego. Moją drugą pasją, czy wręcz miłością było właśnie aktorstwo. Dlatego zdecydowałem się na szkołę teatralną. Z czasem udało mi się jakoś zaistnieć w tym zawodzie. Kiedy kończyłem szkołę teatralną skrystalizował się skład zespołu Cochise i czułem, że jest to dla mnie ostatnia szansa, aby zrobić coś jeszcze w muzyce. Nie myśleliśmy o czerwonych dywanach, o jakimś wielkim splendorze. Jeśli przy okazji weszlibyśmy do tzw. mainstreamu to fajnie. My chcieliśmy po prostu cieszyć się graniem muzyki.

Z zespołem Cochise grasz muzykę wymykającą się jednoznacznym definicjom. Co jest Twoją inspiracją, zarówno w kwestii wokalnej, jak i w sferze lirycznej?

Odkąd pamiętam w mojej głowie zawsze powstawały jakieś melodie. Nagrywam je na dyktafon, aby mi nie uciekały. Z tego tworzą się pierwsze schematy, które później wspólnie analizujemy. Niektóre w ogóle odrzucamy, niektóre chowamy do szuflady, inne jakoś sensownie ewoluują. W naszej muzyce oprócz moich pomysłów, są też wizje Wojtka. Nasze próby z reguły są bardzo owocne. Przez to też wybór utworów na płytę jest bardzo trudny. W lutym przyszłego roku ukaże się nasza nowa płyta „118”, a już w tej chwili krystalizują nam się motywy na kolejny album. Podobnie jest w warstwie tekstowej. W mojej głowie tworzą się obrazy, które potem wylewają się na papier w formie tekstu. Czasami trudno jednak jest odpowiednio wyrazić uczucia tak, aby dotknąć nimi słuchaczy.

Dla większości ludzi Kętrzyn kojarzy się z majonezem i Strażą Graniczną. Ty masz jednak bardziej romantyczne skojarzenia?

Kiedy byłem jeszcze w szkole podstawowej podkochiwałem się w dziewczynie, która pochodziła z Kętrzyna. Może nie będę rzucał tutaj nazwiskami. Kętrzyn z niczym innym mi się szczególnie nie kojarzył. Wiedziałem, że przy okazji tego koncertu nie omieszkam o tym wspomnieć. Gdzieś tam miałem nadzieję, że będziemy mieli okazję spotkać się tutaj po tych prawie 25 latach.

Jesteś przede wszystkim utożsamiany z zawodem aktorskim. Masz na swoim koncie dosyć różnorodne role. Czy bardziej odpowiadają ci kreacje komediowe takie, jak np. w filmie „Ciacho” czy jednak bardziej „twarde” postacie jak Grant z „Oficera”?

Nie ma to dla mnie większego znaczenia. Zawsze staram się zagrać najlepiej jak potrafię każdą rolę jaką otrzymuję. W każdą postać wkładam to co mogę. Staram się pokazywać w dosyć różnorodnym repertuarze, żadnej ze swoich ról się nie wstydzę. Staram się jednak dbać o poziom postaci, które odgrywam. Być może niedługo zadzwoni ktoś kto przekona mnie do udziału w jakimś naprawdę ciekawym projekcie. Obecnie nie gram zbyt wiele, ale też nie mam ciśnienia aby grać wszystko i być maszynką do zarabiania pieniędzy. Częściej można mnie zobaczyć na deskach Teatru Kwadrat w Warszawie.

Obecnie czekamy na premierę twojego nowego filmu „Jack Strong”. Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy, czego możemy się po tej produkcji spodziewać?

Ja w tym filmie mam stosunkowo niewielką rolę. Cieszę się jednak, że mogłem wystąpić z Marcinem Dorocińskim. Fajnie, że udało mu się mocno zaistnieć na filmowej scenie i myślę, że ten sukces mu się należał. Gram tam przyjaciela, sąsiada Marcina, który odgrywa tam główną rolę. Spotykamy się przy okazji jakichś imprez. Cały film z racji specyfiki utrzymany jest w takiej wojskowej konwencji i klimacie. Przede wszystkim też spełniło się moje marzenie z dzieciństwa, wystąpiłem w filmie Pasikowskiego. To niesamowity reżyser, który trudne tematy potrafi pokazać w twardy sposób.

Czy oprócz tego filmu możemy już mówić o innych planach na przyszłość?

Na pewno pojawię się w jednej z ról w filmie „Zosia szuka siódemki”, gdzie główną rolę gra Kasia Maciąg. W obecnej chwili obok „Jacka Stronga” to moje główne projekty filmowe. Nie ukrywam też, że czekam na jakieś konkretne propozycje ról, jak też koncentruję się na swoich teatralnych występach oraz występach zespołu Cochise.

Wojciech Caruk