OLYMPUS DIGITAL CAMERATo była wielka radość.

Radość, radość i jeszcze raz radość. Tak można opisać finał „Szlachetnej paczki”, który miał miejsce 7 i 8 grudnia. Atmosferę radości z jednej strony sprawiało dawanie, a z drugiej otrzymywanie podarunków. To był niezwykły czas, gdzie człowiek człowiekowi był bratem.

Ewa Brzostek

Od samego rana aż do godzin nocnych transporty z całej Polski z prezentami dla ponad 40 rodzin z Kętrzyna i okolic docierały do magazynu przy ulicy Powstańców Warszawy. Wolontariusze mieli ręce pełne roboty. Najpierw rozładunek, potem dokładne opisanie kartonów, aby żadnej rodzinie niczego nie zabrakło, w końcu rozwożenie do adresatów. Wszyscy pracowali jak mrówki. Panowała atmosfera podekscytowania i radości.

– Nie mogłam spać w nocy. Cały czas myślałam czy paczki dotrą na czas od darczyńców. Jak zareagują rodziny, kiedy pojawimy się w ich drzwiach z taką górą podarunków. To dla mnie wielka radość, że mogę uczestniczyć w szlachetnej paczce – mówi pani Renata, wolontariuszka.

Nikt nie spodziewał się takiego efektu, ponieważ darczyńcy, którzy ofiarowali pomoc rodzinom z naszego powiatu to tylko mieszkańcy naszego miasta i okolic, ale też z Warszawy, Katowic i innych miast Polski. Okazało się, że historie zamieszczone w bazie na stronie internetowej szlachetnej paczki poruszyły wiele serc.

– Dla mnie były to piękne chwile, gdy widziałam jak ci ludzie są wdzięczni, jak się cieszą z prezentów, z tego, że ktoś o nich pamiętał, że otworzył serce. Dla nas wolontariuszy to najlepszy prezent widzieć szczęście na twarzach tych rodzin, dzieci – opowiada Agnieszka, wolontariuszka.

Wolontariusze „Szlachetnej paczki” wspólnie dzielili się wrażeniami z przekazywania podarunków. Wszystkich wzruszyła historia samotnej matki z półtorarocznym chłopcem, która oprócz szlachetnej paczki otrzymała jeszcze inny prezent – córeczkę, którą urodziła 6 grudnia.

W kętrzyńskiej Szlachetnej Paczce wzięło udział 16 wolontariuszy, którym liderował Arkadiusz Jurgiełajtis, pastor Kościoła Zielonoświątkowego w Kętrzynie. Do akcji rozwożenia i rozładunku transportów włączyło się także wielu ochotników i samych darczyńców.