tomasz nowaczykNa scenę wychodzę ja sam

Jak się okazuje, rozśmieszanie ludzi to nie jest taka prosta sprawa. Tym bardziej jeśli się występuje solowo na scenie. Tomasz Nowaczyk z Kabaretu Czesuaf pokazuje jednak, że satyryk nie samym kabaretem żyje. Może również np. pisać wiersze dla dzieci.

Wojciech Caruk

Czym dla Ciebie jest „Stand Up”?

Jest dla mnie wielkim wyzwaniem. Na co dzień występuję w kabarecie i to jest zupełnie inna forma. Stand Up jest i wielkim stresem i wielką przyjemnością. Na scenę wychodzę ja jako ja. Mówię o tym jak widzę świat, co czuję, co mnie otacza i spotyka na co dzień. W stand upie można jeszcze bardziej wyrazić siebie. W kabarecie na scenie człowiek chowa się za postacią, ma kolegów, gra jakąś scenkę i nie jest sobą. Tutaj wychodzę ja i dla mnie takie spotkanie z publicznością pozwala na interakcję z nimi. Ktoś rzuci jakiś tekst z widowni, można od razu odbić, porozmawiać. Bardzo się cieszę, że ta forma w Polsce tak się rozwija. Jest coraz więcej scen stand upowych i coraz szersze kręgi to zjawisko zatacza.

Czy odczuwasz różnicę w porównaniu z tymi występami kiedy z kabaretem stoisz na scenie? Czy jest to też inna presja ze strony publiczności?

Zdecydowanie tak. Jak już wspominałem, w stand upie na scenie jestem ja. Ludzie mnie kupują, albo nie. To ja, Tomasz Nowaczyk podobam się lub nie. W kabarecie mam szereg różnych skeczy, wychodzę na scenę pod różnymi postaciami. Zawsze jest szansa, że jeśli jedna scenka się nie spodobała, to następna będzie ok. W stand upie jeśli od początku tej publiczności nie kupię to jestem przegrany. Jak już to się uda to można się mile „podłechtać” jest to tylko moją zasługą, a nie wykreowanej przeze mnie postaci.

Na jak duży stopień improwizacji pozwalasz sobie będąc samemu na scenie?

Trochę mniej niż w kabarecie. Z ekipą Czesuafa znamy się jak łyse konie i często coś nowego nam przypadkiem wychodzi. Tutaj też jest improwizacja, ale najczęściej ona wynika z interakcji z widzem. Ktoś rzuci coś fajnego z sali, ja odbijam piłeczkę, odpowiadam, ktoś jeszcze coś odpowie i tak można dużo fajnych rzeczy zrobić na żywo. Jest to niepowtarzalne, bo tego się nie weźmie na stałe do programu.

Twoje życie twórcze to nie tylko scena kabaretowa. Piszesz również wiersze dla dzieci, które są czytane przez znanych aktorów?

Z tym czytaniem to bym nie przesadzał, to nie są jakieś szerokie kręgi. Raz się zdarzyło, że moje wiersze były czytane na Krakowskim Salonie Poezji w Polanicy Zdroju przez Tomka Karolaka i Martę Bizoń. Na razie jeszcze nie udało mi się wydać książki czy tomiku, jednak jest to działalność, która coraz bardziej mnie wciąga. Próbowałem na swoim dziecku, potem pokazywałem znajomym i okazywało się, że to jest fajne. Założyłem fanpage’a z tymi wierszami i okazało się, że zaczyna się to podobać. Mam już materiał i myślę powoli o większym wydawnictwie. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć jakiegoś wydawcę. Nawet mogę zdradzić, że z kabaretem myślimy po cichu żeby kiedyś może zrobić program dla dzieci. To jest też bardzo ciekawy odbiorca, całkowicie inny od tego, z jakim mamy do czynienia na co dzień. Odbiorca bardzo wdzięczny, ale i bardzo wymagający. Rozśmieszyć dzieci wcale nie jest tak łatwo. Wiersze staram się pisać tak, żeby były zabawne i niosły jakieś przesłanie. Sam miałem okazję czytać je na salonie poezji w Poznaniu. Po reakcjach zauważyłem, że one rzeczywiście bawią. Podobają się dzieciom i rodzicom. Pisanie to dla mnie nowa i bardzo fajna dziedzina, w której mogę się realizować w sposób całkowicie inny niż w kabarecie czy stand upie. Tu też mogę się rozwijać i próbować swoich sił.