IMG_0480Z Syberii miał nikt nie wrócić

W 1939 roku Polska po 21 latach niepodległości ponownie zniknęła z mapy Europy, podzielona niemiecko-sowieckim rozbiorem. Nadszedł czas okrutnej wojny, w której jednym z głównych zamysłów była eksterminacja całego narodu. Jednym z podstawowych instrumentów polityki okupacyjnej władz sowieckich wobec polski były masowe deportacje ludności cywilnej.

Izabela Mellin-Wyczółkowska

Decyzję o deportacji wydała 5 grudnia 1939 r. Rada Komisarzy Ludowych. Deportacja ludności polskiej z kresów wschodnich przeprowadzano została w 4 etapach od lutego 1940 roku do czerwca 1941 roku. Wywózki ludności wykonywało i nadzorowało NKWD.

Pierwsza deportacja przeprowadzona została w nocy z 9 na 10 lutego. Akcja objęła chłopów, mieszkańców małych miasteczek, rodziny osadników wojskowych, pracowników PKP, niższych urzędników państwowych oraz pracowników służb leśnych. Wywózka przeprowadzona została w straszliwych warunkach, nadzorowana była bezpośrednio przez funkcjonariuszy NKWD. Ludność kierowano do północnych obwodów Rosji i na zachodnią Syberię. Przypuszczalnie w lutym 1940 roku deportowano 140 tys. ludności cywilnej Polaków, Białorusinów i Ukraińców. Polacy stanowili ok. 82 % deportowanych. Drugą deportację przeprowadzono nocą z 12 na 13 kwietnia 1940 r. Tej deportacji podlegały głównie rodziny policjantów, wojskowych, wysokich urzędników państwowych, pracowników służby więziennej, nauczycieli, działaczy społecznych, kupców a także przemysłowców. Miejscami przymusowego osiedlenia były północne obwody Republiki Kazachskiej. Według dokumentacji NKWD deportowano 61 tys. ludzi z czego 80% całości transportów stanowiły kobiety i dzieci.

Trzecią deportację rozpoczęto nocą z 28 na 29 maja. Akcja wywózki trwała do końca lipca. Zaplanowana została na ujęcie i wywózkę ludzi, którzy uciekli spod okupacji niemieckiej na Wschód, była to głównie ludność pochodzenia żydowskiego. Deportowano ok. 79 tys. ludzi.

Czwartą deportację przeprowadzono na przełomie maja i czerwca 1941 r. Deportowano wówczas ok.42 tys. mieszkańców Litwy, Republik Nadbałtyckich, Białostocczyzny, Wileńszczyzny i Grodzieńszczyzny oraz zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi. Deportacja prowadzono była częściowo w trakcie agresji Niemiec na związek Sowiecki.

Według danych NKWD w czterech deportacjach zesłano około 330-340 tys. osób.

Warunki prowadzonej deportacji były z góry zaplanowaną eksterminacją ludności cywilnej. Wszystkie akcje przeprowadzano nocą, bez możliwości spakowania niezbędnego dobytku. Deportowanych przewożono w wagonach towarowych z zakratowanymi oknami, podróż na miejsce zsyłki trwała niekiedy nawet kilka tygodni. Warunki panujące w czasie transportu były przerażające, ludzie umierali z zimna, z głodu i wyczerpania. Po dotarciu na miejsce zsyłki zesłańców czekała niewolnicza praca, nędza, choroby i głód.

Zesłanie jako forma kary istniało w Rosji już od początków XVI wieku. Formalnie pojęcie „zesłanie” jako środek represji pojawiło się w carskim prawodawstwie w 1582 roku. W XVIII wieku temu wymiarowi kary podlegali przestępcy polityczni. Od drugiej połowy XVII wieku na Syberię zsyłano przestępców kryminalnych skazanych na karę śmierci, fałszerzy pieniędzy wraz z rodzinami, osoby oskarżone o „włóczęgostwo ”i kradzieże. W XVIII wieku temu wymiarowi kary podlegali przestępcy polityczni.

Pierwsi Polacy trafili w głąb Rosji pod koniec XVI wieku, w wyniku wojny Rzeczypospolitej z Moskwą prowadzonej za panowania króla Stefana Batorego. W drugiej poł. XVIII wieku skazano na zsyłkę pojmanych uczestników konfederacji barskiej i insurekcji kościuszkowskiej. Konfederaci barscy byli pierwszą grupą zesłańców politycznych. W grupie ok. pięciu tysięcy jeńców był m.in. Kazimierz Pułaski i hrabia Maurycy August Beniowski. Po upadku Powstania Listopadowego na Syberię zesłano ok. 1500 osób. Najdotkliwsze represje w okresie carskiej Rosji miały miejsce w czasie powstania styczniowego. Szacuje się, że w latach 1863-1864 na zsyłkę skazano 25 tys. ludzi.

Kolejne fale zsyłki to lata po rewolucji 1905 roku i okres do 1917 r. Ogólnie można szacunkowo przyjąć, iż w okresie niewoli pod carską Rosją ogólna ilość polskich zesłańców wynosiła 100 tys. osób. Deportacja w roku 1940 objęła ok. 340 tys. zesłańców.

Kolejne fale prześladowań wobec ludności polskiej i zsyłki w głąb Rosji Sowieckiej o charakterze politycznym nastąpiły od stycznia 1944 r., kiedy Armia Czerwona ponownie wkroczyła na tereny dawnych kresów wschodnich Polski. Do końca 1944 r. uwięziono i zesłano ok.30 tys. osób, głównie związanych z polskim ruchem niepodległościowym. W 1945 r., po zajęciu terenów centralnej Polski, po okupacji niemieckiej, w wyniku prowadzonych czystek wśród ludności nastąpiły kolejne zsyłki.

Od 1991 r. 17 września organizowany jest przez Związek Sybiraków Dzień Sybiraka. 27 września 2013 r. sejm III Rzeczypospolitej, na wniosek posłów PiS, uchwalił dzień 17 września Dniem Sybiraka.

Syberyjskie wspomnienie Witolda Wojszkun

Zabić jak psa

Na Syberię trafiłem jako 14 letni chłopak razem z rodziną w 1952 roku. Mój ojciec podpadł lokalnej władzy i 2 września przyjechało wojsko, które nas zabrało i eskortowało do pociągu. Załadowano nas do bydlęcych wagonów. Łącznie było 11 transportów po 60 wagonów każdy. Wieźli nas przez 18 dni i nocy aż do rzeki Jenisej, gdzie przebywaliśmy prawie do 1957 roku. Na miejscu można było spotkać ludzi z różnych nacji. Jeśli człowiek dobrze pracował, to wszystko było w porządku. Jeśli jednak praca nie szła grożono nam otwarcie: „Ty przeklęty Polaku! Ciebie jak psa trzeba zabić i na miejscu pochować”. Mieszkaliśmy w jednej izbie w 2-3 rodziny. Spaliśmy na podłodze, a mniejsze dzieci kładliśmy na stołach. Największą zmorą, szczególnie w nocy były pluskwy, które gryzły nas bez opamiętania. Walczyliśmy z nimi oblewając ściany wrzątkiem.

Syberyjskie wspomnienie Leona Besikirskiego

Dostawaliśmy 300 gram zboża

Na Syberię trafiłem w 1949 roku wraz z całą rodziną. Zawieźli nas tam w okresie Wielkanocy. Powodem wywózki był fakt uznania nas za tzw. „kułaków”, ponieważ posiadaliśmy 39 ha ziemi.

Każdy po przyjeździe miał założoną kartę z odciskami palców i co miesiąc musiał się meldować u przełożonych. Pracowało się po 12 godzin, z jedzeniem był problem, bo nie każdego było stać. Przysyłano jeszcze wtedy trochę darów z Wileńszczyzny, ale i to się skończyło. Na Wielkanoc mieliśmy jedynie malutkie ziemniaki, sól, wodę i cebulę. Potem dawano po 300 gram zboża na rok czasu. Ja będąc tam poszedłem też do piątej klasy szkoły podstawowej. Pokłóciłem się jednak z kierownikiem, który wyrzucił mnie z zajęć. Wróciłem wtedy na kwaterę i powiedziałem sobie, że więcej do szkoły nie wrócę. Poszedłem do pracy. Dowoziłem karmę dla bydła, kosiłem zboże, oporządzałem konie. Później zostałem pomocnikiem traktorzysty. Po śmieci Stalina miejscowy sekretarz pokazał ojcu gazetę z informacją, że będą nas wypuszczać. Ojciec podzielił się tą informacją z mieszkańcem sąsiedniego kołchozu. Kiedy wieść się rozeszła, przyjechał komendant i oskarżył go o rozsiewanie wrogiej propagandy. Ojciec się bronił: „Przecież Wasza gazeta o tym napisała”. Komendant odparł: „To jak już wiesz to nikomu nie mów”. Niedługo po tej sytuacji rzeczywiście doszło do amnestii i 19 grudnia chyba 1955 roku nas wypuszczono.