IMG_9989Mazury są wpisane w moją pamięć

Piękno mazurskiego regionu można przedstawiać nie tylko przy pomocy sztuk wizualnych i plastycznych. Można to robić również posługując się pisarskim piórem. O swoich inspiracjach, urokach mieszkania na prowincji i wspomnieniach opowiada pisarka Katarzyna Enerlich.

Wojciech Caruk

Czujesz się jeszcze autorką czy już pisarką?

Wydawało mi się, że nie zasługuję na miano pisarki, bo jest to ktoś, kto ma już jakiś dorobek i żyje z pisania. Stwierdziłam, że dopiero po wydaniu siedmiu książek nazwę siebie pisarką. I tak się stało, pisałam książki, zapraszano mnie na spotkania w bibliotekach. Przedstawiano mnie wtedy jako pisarkę, ja jednak to prostowałam, określając siebie pojęciem autorki. Pamiętam, że po wydaniu siódmej powieści miałam spotkanie z czytelnikami i powiedziałam wtedy, że od tej pory jestem już pisarką. W ten sposób realizowałam marzenie, które towarzyszyło mi już od dziewiątego roku życia.

Kiedy poczułaś, że pisanie to właśnie twoja droga?

Kiedy miałam 9 lat. Wtedy to właśnie napisałam swoją pierwszą powieść w takim brulionie w linie. Opisałam tam wspomnienia oraz czasy współczesne. Zrobiłam to co robię teraz, czyli mieszam historię z teraźniejszością. Były to opowieści mojej babci, która urodziła się w 1889 roku i przeżyła dwie wojny. Nie potrafiła czytać, więc ograniczała się do opowiadania mi różnych historii. Opowiadała mi m.in. o życiu na Syberii. To właśnie wspomnienie natchnęło mnie po raz pierwszy literacko. Opisałam wtedy swoje wyobrażenia dotyczące dzieci chodzących do jednej ze szkół. Tytuł brzmiał „O życiu dzieci w Związku Radzieckim”. Moje dzieci kończyły lekcje w szkole w Wilnie i z plecakami szły piechotą do Irkucka. Nie spojrzałam wtedy na mapę, dopiero babcia wytłumaczyła mi jakie były odległości w ZSRR. W wieku 12 lat napisałam tekst do czasopisma „Płomyk”, za który dostałam pierwsze w swoim życiu wynagrodzenie. To dało mi świadomość, że pisarstwo to może być mój zawód. Zaczęłam robić wszystko, aby tak się stało.

Mówisz, że prowincja tkwi w sercu każdego z nas. Jaka prowincja tkwi w twoim sercu? Czy to jest właśnie to co przelewasz na papier i publikujesz w tym cyklu?

Ja od urodzenia jestem związana z prowincją Mazurską. Urodziłam się w Mrągowie. To miejsce wybrała moja mama jako miejsce do życia. Pomyślałam, że chcę tu zostać. Wiele podróżuję, spotykam się z czytelnikami i dostrzegam piękno polskich krajobrazów. Czasami myślę, że nie ciągnie mnie do wyjazdów za granicę, może poza Syberią, Indiami i Szwecją. Jednak to Mazury wpisane są w moją pamięć. Ten krajobraz do mnie pasuje. Kiedy na niego patrzę czuję, że wszystko jest poukładane i jestem u siebie w domu. Jeżeli ktoś przebywa w pomieszczeniu pełnym róż to przenika zapachem ich, a nie frezji. Ja nasiąkam Mazurami od dzieciństwa, ich krajobrazem i kolorytem jak też tymi trudniejszymi aspektami mieszkania na prowincji. Ja to jednak kocham i będę o tym pisać.

Przez twoją twórczość i życiorys przetacza się często motyw mazurskiej wsi. Co takiego w niej jest, że aż tak cię pociąga?

To są chyba te wszystkie historie, które nieodkryte drzemią gdzieś za miedzą. Sama mieszkam na takiej wsi. Bardzo lubię, kiedy do osady prowadzi jakaś „drzewna” aleja. Same drzewa to są nieraz zabytki stanowiące nasze regionalne dziedzictwo. Słyszałam przekazy, że kiedyś ludzie sadząc drzewa zakopywali pod nimi cenne rzeczy dla przyszłych pokoleń. Kiedy wybierałam sobie miejsce do życia, to właśnie tym się kierowałam. W mojej wsi jest taka aleja, jest kręta droga i stare, mazurskie chaty kryte dachówką. Kiedyś z biedy na Mazurach sadzono wszędzie bez, bo szybko rósł i swoimi kwiatami dodawał kolorytu i to również mogę u siebie znaleźć. Takie piękne historie, prostota życia dawnych ludzi. Nawet proste jedzenie, to co w lesie, to co w wodzie, na polu czy w ogrodzie. Lubię wracać do tych miejsc, chwil i historii.

W swojej twórczości sięgasz do tradycji i historii Mazur. Nawiązujesz do konkretnych faktów i osób, ale nie unikasz też literackiej fikcji. Czy masz jakąś granicę w przeplataniu motywów rzeczywistych i fikcyjnych?

To jest taka granica przyzwoitości, bo nie mogłabym w swoich książkach pisać o wampirach i innych science fiction rzeczach, których po prostu nie rozumiem. Chcę opisywać to co mogło się wydarzyć. Nie napiszę, że mojej bohaterce objawił się duch. Wprawdzie w „Prowincji pełnej czarów” pojawia się duch Kulawej Erny, jednak w rozstrzygnięciu okazuje się on być czymś innym. Lubię bawić się fikcją, zaplatać wątki. Byłam kiedyś dziennikarką i stąd przyzwyczajenie, że moja historia musi być oparta na faktach. Jeśli kiedyś będę miała chęć napisania o mazurskich szeptuchach, a nie znajdę zbyt wielu osób zaznajomionych z tematem, to resztę będę mogła sobie „doobrazić”. To jest wielka frajda dać się ponosić wyobraźni.

Czy uważasz, że my żyjąc tutaj współcześnie powinniśmy się angażować w poznawanie historii i kultury Warmii i Mazur?

Myślę, że tak, bo to jest część nas, to jest nasza tożsamość. To nieistotne, że granice państwowe się przesunęły. To jest ziemia, z której korzystam. Ktoś dla nas te drzewa posadził. Ktoś te zamki i pałace zbudował. Poznawanie tej historii może być ciekawą pasją.

Wprawdzie jesteśmy świeżo po wydaniu „Prowincji pełnej czarów”, jednak zakładam, że zarówno temat prowincji, jak i twój umysł są na tyle płodne, że już jakieś kolejne pomysły powstają?

Pisarzem, podobnie jak dziennikarzem czy lekarzem jest się na okrągło. Nigdy nie wiadomo kiedy ktoś będzie potrzebował lekarskiej pomocy. Nigdy nie wiadomo, kiedy dziennikarz lub pisarz natknie się na jakąś historię, która go twórczo zainspiruje. Coś mi się tam knuje, o wielu ciekawych rzeczach usłyszałam podczas spotkań z ust czytelników. Poznałam przepiękną historię z Popielowa na opolszczyźnie, gdzie doszło do ożenku kobiety z hełmem, którego właściciel już nie żył. Ta historia też jest warta opisania, podobne spotykam w czasie swoich podróży. Pojawiają się potem w moich książkach. Czasami przenoszę je na Mazury, a czasami dzieją się tam gdzie miały miejsce naprawdę. To wszystko gdzieś we mnie drzemie i czeka na bodziec, który sprawi, że o tym napiszę.