IMG_1067Z przyjemnością tutaj wracam

Znany z pewnego popularnego kabaretu artysta zaprezentował niedawno przed kętrzyńską publicznością swoją muzyczną pasję. O swoich muzycznych zainteresowaniach, kabarecie i kętrzyńskich wspomnieniach opowiada Radek Bielecki.

Wojciech Caruk

Bywałeś w Kętrzynie do tej pory z Kabaretem Neo-nówka. Jednak ostatnio w City Clubie na zaproszenie Kętrzyńskiego Centrum Kultury postanowiłeś pokazać nowe, tym razem muzyczne oblicze?

Tak, bywałem już tutaj z Neo – nówką, ale nie tylko. Kiedyś bardzo dawno temu grałem koncert w starym kinie. Miałem wtedy taką hardcorową kapelę w Lidzbarku, jeszcze przed kabaretowymi czasami. To już jest chyba moje piąte spotkanie z Kętrzynem. Zresztą daleko nie mam, bo pochodzę z Lidzbarka Warmińskiego. Teraz korzystając z urlopu gram koncerty ze swoim muzycznym projektem, który gdzieś mi tam po głowie chodził, a teraz się po prostu „wydarza”.

Skąd wziął się pomysł, aby zacząć robić muzykę?

Przez ostatnie cztery lata pisałem sobie teksty do szuflady. Nie za bardzo wiedziałem co z nimi zrobić, bo nie nadawały się do kabaretu. W pewnym momencie pomyślałem sobie, że zamienię je na piosenki. To jest takie spełnianie marzeń. Podoba mi się to. Nie rezygnuję z kabaretu, bez tego bym nie wytrzymał, to jest moje hobby i spełniam się w ten sposób. Kalendarz kabaretowy mamy bardzo napięty i ciężko jest znaleźć terminy na koncerty. Jeśli tylko rodzina mi pozwala na dodatkowe urwanie się z domu i zrobienie czegoś co mnie kręci, to dlaczego nie.

Wprawdzie gracie od niedawna, jednak zagraliście już razem kilka koncertów. Na tym chyba jednak plany się nie kończą?

Przy takim kalendarzu jaki mam z kabaretem to wydaje mi się, że jak zagram kilkanaście koncertów w roku to będzie super. Pod koniec marca wchodzimy na sześć dni do studia aby zarejestrować materiał na płytę, która pojawi się na rynku zapewne jesienią. Co dalej? Fajne jest to, że nie mam tutaj jakiegoś ciśnienia na nic. Robię sobie piosenki, śpiewam. Co się wydarzy? Nie wiem. Mam nadzieję, że jak się kilku osobom to spodoba, to będzie super. Pierwszy pomysł miałem taki, aby płytę nagrać, wydać i rozdać rodzinie i przyjaciołom. Chłopaki mnie namówili twierdząc, że szkoda tej pracy jaką w to wkładam i fajnie jeżeli efekt pojawi się w sklepach.

Ktoś kto nie miał styczności z twoim muzycznym obliczem mógłby pójść drogą prostych skojarzeń. Bielecki, Neo-nówka, więc skoro piosenka to na pewno kabaretowa. Chyba jednak nie do końca tak jest?

To są w większości bardzo osobiste teksty, śpiewam o tym co mi się przydarzyło. Też myślałem, że tak będzie. Mówię ludziom, że jeśli przyszli na kabaret to się pomylili, bo to jest moja druga pasja. Są jakieś tam momenty satyryczne, ale staram się, żeby to było inne i już. Jakby było tak, że ludzie przyszli na Bieleckiego, bo jest z Neo-nówki to mielibyśmy pełny klub. Tymczasem było niewiele osób, co w efekcie dało sympatyczny, kameralny klimat. Słuchacze śpiewali piosenki, których wcześniej w ogóle nie znali. Wielkie podziękowania dla tych, którzy przyszli w ciemno. Zaryzykowali swoje pieniądze i czas, aby przyjść i posłuchać, co mam do powiedzenia.

Oprócz tego, że śpiewasz, to jeszcze grasz na gitarze?

To, że gram to za dużo powiedziane. Bardziej staram się dorównać muzykom, którzy są ze mną na scenie. Mogę się cieszyć, że mam do dyspozycji jednych z najlepszych instrumentalistów w tym kraju. Grają na co dzień w bardzo dobrych zespołach. Jeżeli chodzi o muzyczną stronę to ja jestem tylko tłem dla nich.

Nie będę pytał o Neo-nówkę bo byłoby to zbyt oczywiste i banalne. Spytam jednak o inny epizod z twojego kabaretowego życiorysu, o Kabaret Snobów. Podobno współpracowałeś w nim z pewnym Kętrzynianinem?

Tak, chodzi o Piotrka Bierżyńskiego, który stąd pochodzi, a obecnie mieszka w Olsztynie. Kabaret Snobów występował kiedyś w Kętrzynie w miejscu na takiej ubitej ziemi, gdzie teraz jest amfiteatr. Wtedy jeszcze go nie było, a występ odbywał się w ramach bodajże Dni Kętrzyna, prawie w środku dnia. To było hardcore’owe zderzenie z pustą płytą i kilkoma osobami pod sceną, ale tak się zaczyna. Z Piotrkiem mam do tej pory sporadyczny kontakt. Organizuje on imprezy w Olsztynie w domu kultury i już dwa razy nas zaprosił.

To nie są jednak twoje jedyne skojarzenia z Kętrzynem?

Grałem kiedyś w piłkę nożną. Z drużyną trampkarzy graliśmy mecz na stadionie Granicy, który przegraliśmy okrutnie. Granica w tamtych czasach była zawsze od nas lepsza. Byłem też na przysiędze mojego brata w tutejszej jednostce Straży Granicznej. Uwielbiam Majonez Kętrzyński. Jedna rzecz tylko mnie dziwi. Fabryka odzieży nazywa się „Warmia”, a Kętrzyn to terytorialnie już chyba Mazury. Nie zmienia to jednak faktu, że kocham ten region. Lubię tutaj przebywać i zachęcam do tego innych. Ja zawsze z przyjemnością tutaj wracam.