epa_ukraina_ue_flaga_majdan_600
Jedni drugich brzemiona noście

Sytuacja na Ukrainie staje się z dnia na dzień coraz bardziej dramatyczna. Konflikt z kijowskiego Majdanu przeniósł się na Krym. Jego konsekwencje stają się jednak coraz bardziej odczuwalne w całej Ukrainie, a pośrednio również w innych krajach. Szczególnie dotyczy to zwykłych ludzi, którzy w czasie działań ponieśli straty materialne.

Wojciech Caruk

Z myślą o osobach, które ucierpiały bezpośrednio w kijowskich starciach na Majdanie zorganizowano szereg różnego rodzaju inicjatyw pomocowych. W kętrzyńskiej cerkwi greckokatolickiej odbyły się uroczyste nabożeństwa oraz zbierano fundusze na pomoc ofiarom. W wyniku pieniężnej kwesty cerkwie w Kętrzynie i w Asunach zebrały ok. 17 tys. złotych. Niezależnie od tych działań z inicjatywą przekazania darów wyszli mieszkańcy powiatu kętrzyńskiego. Środki medyczne przekazał lekarz Zbigniew Homza z Centrum Urazowo – Ortopedycznego. Dodatkowo wierni cerkwi greckokatolickiej przekazali kwotę ponad 3 tys. zł. Marek Mielniczek z Kętrzyna, Michał Butrym z Mażan oraz Piotr Barnecki z Ostrego Barda 23 lutego wyruszyli z transportem na kijowski Majdan. Pierwsze problemy spotkali już na przejściu granicznym w Dorohusku. Ukraińska służba graniczna przeprowadziła wnikliwe kontrole, wyszukując sposoby utrudnienia przewozu wiezionych darów. Jednak kętrzyńskim wysłannikom udało się dotrzeć na Majdan.

– Jechaliśmy nocą, dojechaliśmy bez problemu. Jednak mieliśmy sporo obaw. Dzień wcześniej na tej samej trasie ostrzelano autokar z białoruskimi turystami. Kierowca został ciężko ranny. My jednak dotarliśmy bez uszczerbku – mówi Marek Mielniczek.

Na rogatkach Kijowa zostali zatrzymani przez ochronę Majdanu, tam również przeprowadzono kontrole. Następnie przydzielono im przewodnika, z którym dotarli na Majdan. Na ulicach widoczny był stan ciągłego zagrożenia. Na barykadach można było spotkać uzbrojonych ludzi. W okolicy krążyli jeszcze snajperzy oraz tzw. „tituszki”. Nikt nie czuł się bezpiecznie, a atmosfera wojny była odczuwalna.

– Zostaliśmy przez społeczność Majdanu przywitani jak przyjaciele. Generalnie Polacy są tam bardzo dobrze odbierani – dodaje Mieliczek. – Widzieliśmy na miejscu plamy krwi i ulice pełne kwiatów. Akurat kiedy przyjechaliśmy rozpoczęły się pogrzeby osób, które zginęły kilka dni wcześniej.

Wszyscy powstańcy byli ochotnikami, którzy dobrowolnie stanęli do walki o lepszą przyszłość dla swojego kraju. Propaganda prorosyjska działała jednak przeciwko nim.

– Ludzie spoza Majdanu zaczepiali nas i pytali ile Polacy zapłacili nam za przyjazd – mówi Mielniczek. – Ciężko było im zrozumieć, że z własnej woli można przejechać tyle kilometrów.

Cały transport medyczny został przekazany służbom medycznym, które nie kryły zadowolenia z charakteru takiej pomocy.

– Przed wyjazdem pytałem, co jest im potrzebne i dlatego przekazane dary miały rzeczywiste znaczenie dla potrzebujących – dodaje Mielniczek. – Pojechaliśmy tam nie tylko po to, aby zawieźć dary, ale też czynnie uczestniczyć w walkach wspólnie z naszymi ukraińskimi braćmi. Sytuacja w Kijowie, jednak ustabilizowała się i postanowiliśmy wrócić.

Kętrzynianie wyraźnie dostrzegli charakter zmian, które tam zachodzą.

– Został tam położony fundament pod mocne demokratyczne państwo. Taki fundament okupiony krwią jest najstabilniejszy. Jeśli sytuacja się pogorszy, suwerenność Ukrainy zostanie bardziej zagrożona to dalej ruszymy z pomocą – dodaje Mielniczek.

Obecnie sytuacja w Kijowie uspokoiła się, jednak w dalszym ciągu, atmosfera na Ukrainie jest bojowa. Dramat przeniósł się z Majdanu na Krym. Realne widmo konfliktu jednoczy społeczeństwo większej części Ukrainy. Wschód jest zdominowany przez mieszkańców rosyjskojęzycznych, którzy przejawiąją bardziej prorosyjskie poglądy.

Ochotnicy z Majdanu są już szkoleni na poligonach w ramach gwardii narodowej. Zgłosiło się już 20 tys. osób, drugie tyle już niedługo rozpocznie szkolenia.

Wydarzenia, które tam zachodzą cały czas dotykają zwykłych obywateli.

Z akcją „Rodzina rodzinie” ruszył Caritas Polska, przy współpracy z Pocztą Polską. Za ich pośrednictwem można wysyłać paczki ukraińskim rodzinom. Akcja trwa jeszcze do końca marca. Wysyłać można m.in. żywność i odzież, jednak waga paczki nie może przekroczyć 20 kg i wartości 300 euro.

– My wszyscy, którzy przeżywaliśmy w Polsce stan wojenny, wiemy jak trudno jest w takim okresie. Zachęcamy do tego gestu solidarności, jakim jest przygotowanie i wysłanie takiej paczki. „Jedni drugich brzemiona noście”, to jest właśnie solidarność – mówi ks. Marian Subocz, dyrektor Caritas Polska.
Akcja ma charakter ponad wyznaniowy i jej adresatami są wszyscy potrzebujący.

– Na Ukrainie akcji na taką skalę nigdy nie było. Przy tworzeniu listy potrzebujących rodzin współpracujemy z kościołami greckokatolickim i prawosławnym. Ta lista przekroczyła już 30 tys. rodzin i dalej rośnie. Nie ma w tym wszystkim względu czy osoba jest wierząca czy nie lub jakiego jest obrządku. Najważniejsze jest to, że jest w potrzebie – mówi ks. Wiesław Dorosz, dyrektor Caritas Spes we Lwowie.
Szczegółowe informacje można uzyskać za pośrednictwem lokalnych parafii lub na stronie internetowej www.caritas.pl .