IMG_8103W każdej miejscowości są tacy faceci

Być może nazwa Kabaretu KaŁaMaSz jeszcze niewiele mówi dla większości osób. Jednak nazwiska Bogdana Kalusa i Sylwestra Maciejewskiego, czyli znanych z serialu „Ranczo” Hadziuka i Solejuka kojarzy już statystyczna większość. Znani aktorzy wspólnie ze znanym z Kabaretu Długi Jackiem Łapotem oraz Dariuszem Szwedą wystąpili przed kętrzyńską publicznością, prezentując dawkę swojskiego, sympatycznego humoru. Nie zabrakło go również w czasie wywiadu dla naszej gazety.

Wojciech Caruk

Czy ten specyficzny humor z wilkowyjskiej ławki sprawdził się przed kętrzyńską widownią?

Sylwester Maciejewski: Oczywiście, jak najbardziej. Jak jest dobry żart, to wszędzie się sprzeda (śmiech).

Jacek Łapot: Chciałeś powiedzieć, że nawet w Kętrzynie (śmiech). Oczywiście super było, może poza pogodą. Dlatego dziękujemy publiczności, bo chyba co najmniej 200 osób z nami było. W takich warunkach to jest naprawdę szacun, bo chyba było 9 stopni, przynajmniej tyle wskazywał termometr w samochodzie jak zaczynaliśmy. Cieszymy się, bo bez widowni to by nie było żadnego humoru i dowcipu.

Z biografią Kabaretu KaŁaMaSz związana jest nazwa legendarnego Kabaretu Długi. Niestety obecnie młodym ludziom ta nazwa chyba już niewiele mówi?

JŁ: Kabaret Długi już od roku nie działa. Jednak przez 34 lata wspólnie z moim kolegą Piotrem Skuchą nieźle się w nim bawiliśmy. Natomiast od 2,5 roku z moimi szacownymi kolegami występujemy jako KaŁaMaSz.

W czym tkwi tajemnica smaku „Mamrota”?

SM: W jego produkcji (śmiech). W czym tkwi tajemnica smaku? Hmm… Nie wiem (śmiech).

JŁ: To nigdy ci się nie cofnął? To trzeba sobie przypomnieć (śmiech).

SM: Trzeba sobie przypomnieć młodzieńcze lata. Teraz to nie polecałbym tego nikomu, jeśli mu życie miłe.

Wobec tego dlaczego to właśnie „Mamrot” jest najbardziej kojarzony z wami i odgrywa tak istotną rolę w serialu „Ranczo”?

Bogdan Kalus: Nazwa tego produktu winopodobnego została wymyślona przez scenarzystę. Jak wiadomo w każdej mniejszej czy większej miejscowości jest taki sklep, jest taka ławka, są tacy faceci. My odzwierciedlamy naszą polską rzeczywistość bez jej przekłamywania. Na tym chyba polega fenomen i „Mamrota”, „Rancza” i tego, co dookoła tego serialu robimy.

JŁ: A jak myślisz? Bardziej was kochają czy bardziej wam zazdroszczą, że siedzicie, pijecie i jeszcze wam za to płacą? (śmiech)

BK: Myślę, że i jedno i drugie (śmiech).

Czy właśnie ci faceci z polskich ławeczek jakoś reagują na to, co sobą reprezentujecie i przychodzą na wasze występy?

SM: Ja nie wiem czy przychodzą. Jednak np. w mojej wsi, gdzie przez lato pomieszkuję sobie to nie ma inaczej jak tylko często słyszane „Dzień dobry panie Solejuk”. Już chyba tam nasz fan club założyli. Jednak w tej wsi ta ławeczka jest znacznie liczniejsza niż nasza.

JŁ: Ale to nie musi być wieś. Warto podkreślić, że dwa lata temu na benefis tego oto tutaj Bogdana Kalusa, czyli Hadziuka prezydent Katowic ufundował ci co?

BK: Ławeczkę. Stoi u mnie w domu na tarasie ze specjalną dedykacją i ma się dobrze.

JŁ: Wcale nie trzeba do Wilkowyj jechać. Można w Warszawie na tarasie też się „zamamrocić” (śmiech).

Czyli jak widać klimat ławeczki można poczuć wszędzie. Mam nadzieję, że poczuliście go również tutaj w Kętrzynie?

SM: Tak, zimno było.

JŁ: Brakowało nam termosu z jakąś herbatką z prądem, ale publiczność nas rozgrzała i podtrzymywała na duchu więc spektakl normalnie zagraliśmy.

SM: Przydałby się jednak grzaniec z „Mamrota”. (śmiech).

JŁ: My już się tutaj umówimy z organizatorką, że jak będziemy następnym razem to bez względu na pogodę niech będzie grzaniec i będzie dobrze.

BK: Nawet jeśli będziemy gdzieś w pobliżu, np. w Mrągowie gdzie byliśmy ze spektaklem „Smak Mamrota”, który graliśmy przez pięć lat. Teraz zrobiliśmy z kolegą Solejukiem i dwiema innymi postaciami z „Rancza”, dr Wezółem i jego żoną czyli Wojtkiem Wysockim i Beatą Kowalską spektakl „Cud medyczny w Wilkowyjach” i mam nadzieję, a wręcz jesteśmy pewni, że zawitamy w tutejsze strony.

JŁ: To trzeba koniecznie obejrzeć, bo jak się zapewne wszyscy domyślają cud medyczny polega na tym, że oni nie piją (śmiech).