x2Zaczęłam chodzić do szkoły w 1933 roku do 1 klasy w Poniatowie. Była to szkoła jednoklasowa. Nawiązałam tam nowe znajomości. Gospodarstwa sąsiadów leżały dość daleko od siebie i dotąd nie znałam wielu dzieci. Teraz miałam już koleżanki i kolegów. Po ukończeniu klasy pierwszej zaczęłam chodzić do szkoły podstawowej im. Henryka Sienkiewicza w Równem razem z innymi dziećmi z okolicy.

Maria Skibińska

Rodzice uczniów dowozili nas na zmianę końmi lub saniami do Równego. Rok 1935 zapamiętałam szczególnie ze względu na zmianę szkoły i śmierć Józefa Piłsudskiego. 12 maja wszystkie dzwony w Równem biły swoją smutną pieśń – niektórzy ludzie płakali, widać było wokół wielki smutek. Echo niosło dźwięk dzwonów hen daleko, aż do Hallerówki i dalej.

Mama i tato zastanawiali się nad moją dalszą edukacją i zdecydowali, że powinnam uczyć się dalej. Tatuś rozpoczął budowę domu w Równem. Tam było gimnazjum, gdzie powinnam kontynuować naukę. W 1938 roku budowa domu została zakończona. Rodzice sprzedali co można było, część inwentarza, trochę ziemi i przeprowadziliśmy się do Równego.

Po ukończeniu 6 klasy w 1939 r. rozpoczęłam naukę w gimnazjum państwowym w Równem na Grabniku. Do szkoły chodziłam z Ukraińcami, Polakami, Rosjanami, Żydami i jak każde dziecko, bardzo szybko nauczyłam się ich języków. We wrześniu 1939 uczyliśmy się tylko dwa tygodnie, ponieważ zamknięto szkoły z powodu wojny.
Chyba rok później wstąpiłam do rosyjskiej dziesięciolatki. Po skończeniu 9 klasy zaczęłam pracować.
Co wydarzyło się we wrześniu 39 roku? Jak przetrwaliście wojnę?

Wszyscy mężczyźni z rodziny zostali powołani do wojska .Po kampanii wrześniowej i kapitulacji zakończyły się walki regularnego wojska polskiego. Mężczyźni wrócili do domów. Nie zdawali sobie sprawy co czeka ich i ich rodziny. Na mocy porozumienia ZSRR z Niemcami, Polska znowu została podzielona na strefy wpływów. Tereny Wołynia znalazły się pod okupacją ZSRR. Rozpoczęły się czystki etniczne. Trudno opisać co działo się wtedy w Równem. W biały dzień strzelano do ludzi, pastwiono się nad starcami, kobietami i dziećmi. Widziałam na własne oczy okaleczone kobiety, pobite, bez piersi, roztrzaskane dzieci, wokół pełno krwi. Włosy się jeżyły z przerażenia. Mieszkaliśmy blisko cmentarza i byłam świadkiem, jak na furmankach zwożono zwłoki i zrzucano je, stopniowo przysypując, do przygotowanych uprzednio głębokich dołów.

Powoli dojrzewała w nas myśl o ucieczce, wyjeździe z tego piekła, byle dalej. Potem wahanie, bo tu jest nasz dom, nasi bliscy, tutaj rodzina mieszkała od pokoleń. Nadeszły jednak dni kiedy zaczęły się jawne, bardzo liczne ataki na Polaków, nie tylko na wsiach, w osadach, ale i w mieście. Zdanie „nada rezać Lacha” słyszało się nawet w szkole. Pamiętam następujące zdarzenie. Mieszkaliśmy w Równem, ale pewnego dnia pojechaliśmy do Hallerówki po jakieś pozostawione rzeczy, które były potrzebne w nowym domu. Wieczorem przyszedł Ukrainiec, który kiedyś u nas pracował i ostrzegł: „otrzymałem rozkaz żeby was wszystkich wymordować, wywiozę was stąd”. Przyjechał wozem załadowanym sianem i kazał nam zakopać się w to siano .Zawiózł nas bezpiecznie na rogatki Równego, dotarliśmy do domu. Ten Ukrainiec uratował nam życie narażając swoje.

Co dzieje się z pani rodziną na początku wojny?

Tato krótko po powrocie z wojny został aresztowany. Dzięki łapówce Rosjanie zwolnili go z aresztu, po czym Niemcy ponownie tatę aresztowali. Został osadzony w więzieniu w Równem. Dowiedzieliśmy się, że pewnego dnia będą wywozić jeńców pociągiem. Poszłam z mamą na dworzec i w kolumnie aresztantów zobaczyłam tatusia.
Dworzec był obstawiony przez żołnierzy niemieckich z psami i palami. Wyrwałam się mamie i podbiegłam do taty. Otrzymałam cios od Niemca, chyba kolbą, bo po dziś dzień mam złamany nos. Przeze mnie tato został dotkliwie pobity. Bardzo płakałam. Wywieziono wszystkich aresztowanych do obozu jenieckiego na terenie Polski, skąd tato trafił do Oldenburga. Obóz wyzwolili Anglicy w 1945 roku. Ponieważ tatuś był bardzo chory skierowano go na leczenie do szpitala w Anglii. Spędził w niewoli prawie 6 lat, wrócił schorowany i wyniszczony. W 1947 roku przyjechał do Kętrzyna i po dwóch latach zmarł.

Stryj z rodziną został zesłany na Syberię. W końcu 1941 lub na początku 1942 roku trafił do armii Andersa i z całą rodziną znalazł się po wojnie w Anglii. Do Polski wróciła jedynie córka stryja, która zamieszkała w Iławie. Reszta rodziny została na stałe w Anglii.