IMG_6348 (Kopiowanie)Rada Nadzorcza Spółdzielni Pracy Produkcyjno-Handlowej „Majonezy” w Kętrzynie zdecydowała o wyborze nowego prezesa. Został nim Waldemar Pokojski. Nowy prezes – czytamy na stronie spółdzielni – jest związany z branżą spożywczą od początku lat 90-tych. Jednocześnie zapowiada, że jednym z najważniejszych zadań, które przed sobą stawia, jest rozbudowa dystrybucji.
O planach dotyczących rozwoju Spółdzielni rozmawiamy z prezesem Waldemarem Pokojskim.

Panie Prezesie, czy zechce pan w kilku zdaniach powiedzieć czytelnikom o swojej dotychczasowej karierze zawodowej?

Urodziłem się i wychowałem w Gdyni. Swoją karierę zawodową w firmie z branży spożywczej rozpocząłem na początku lat 90-tych w Trójmieście. W kolejnych latach kierowałem firmami z tej samej branży na południu Polski i we Włocławku. Obecnie, od kilku tygodni jestem prezesem Spółdzielni Pracy Produkcyjno-Handlowej „Majonezy” w Kętrzynie.

Decydując się na przyjęcie tak odpowiedzialnej funkcji zapewne miał pan określoną wizję funkcjonowania spółdzielni. Jaki więc przyświecał panu główny cel w stosunku do Spółdzielni „Majonezy”?

Przede wszystkim chciałbym, aby „Majonezy” z firmy produkcyjnej stały się firmą marketingową.

Jak to należy rozumieć?

Chciałbym, aby „Majonezy” z firmy regionalnej stały się firmą ogólnopolską, a nawet międzynarodową. Tym dobrem, które produkujemy, czyli majonezami i piernikiem kętrzyńskim, na dzień dzisiejszy cieszy się tylko region warmińsko-mazurski, a ja chcę dzielić się tym z całą Polską i nie tylko. W głównej mierze liczę na wsparcie naszych ambasadorów, czyli mieszkańców tego regionu, którzy wyemigrowali i osiedlili się w innych częściach Polski, a nawet świecie. Jak wspomniałem na wstępie, problemem jest dostępność naszych produktów, po prostu jesteśmy za bardzo regionalni. Stąd też nasz cel – rozszerzenie rynków zbytu. Aby jednak rozszerzyć rynki zbytu musimy być postrzegani jako firma, która sprosta oczekiwaniom klientów, ma bardzo dobrej jakości produkty, które można będzie kupić w każdym osiedlowym sklepie.

Rynek spożywczy jest niezwykle trudnym rynkiem, a więc przed panem i pracownikami zapewne ogrom pracy?

Każdy rynek na dzień dzisiejszy jest trudny. Po prostu nie ma już łatwych biznesów. Ale ja wierzę w swoje doświadczenie w pracy zarówno na rynku nowoczesnym, jak i na rynku tradycyjnym. Wiem więc, co powinniśmy zrobić, aby zaistnieć, w pierwszej kolejności, na rynku polskim. Kolejny krok to zminimalizowanie tzw. sezonowości, która występuje tu bardzo mocno. Po prostu musimy zwiększyć portfolio naszych produktów i to już się dzieje. Pierwsze tygodnie mojego prezesowania w Spółdzielni pokazały, że jest tu grupa oddanych i dobrych pracowników i na ich wiedzy oraz doświadczeniu będę bazować. Te osoby tworzą dobro, z którym będziemy się dzielić z resztą społeczeństwa.

Czy w związku z tak szerokimi planami na przyszłość przewiduje pan rozbudowę zakładu lub wyposażenie w nowe urządzenia, aby jeszcze unowocześnić produkcję?

Cóż, jesteśmy w centrum miasta. Takie usytuowanie posiada zarówno zalety, jak i wady. W tej chwili jestem w trakcie przygotowywania 5-letniej strategii. Według mojej opinii, aby się rozwijać, zwiększać sprzedaż i moce przerobowe, niezbędne są nowe linie produkcyjne, które trzeba będzie zakupić w niedalekiej przyszłości. Zwiększenie asortymentu i sprzedaży zmusi nas do wybudowania nowej fabryki. W miejscu, gdzie obecnie znajduje się zakład niestety jesteśmy ograniczeni. Zwiększenie sprzedaży wiąże się m.in. ze zwiększonym ruchem kołowym, a to może stać się dosyć uciążliwe dla mieszkańców tego rejonu. Chcę być prezesem zakładu, z którego mieszkańcy są dumni. Dlatego obserwując tendencję wyprowadzania się zakładów produkcyjnych na obrzeża miast rozważam bardzo poważnie tego typu rozwiązanie. Nie ukrywam, że liczę na wsparcie władz miasta w tym względzie. Tutaj bowiem powstają nasze produkty i ufam, że właśnie z pomocą miasta wybudujemy nowoczesną i sprawną fabrykę. Żeby jednak nie było niedomówień, muszę powiedzieć, że te linie produkcyjne, które mamy obecnie są naprawdę na wysokim poziomie. Automatyzacja jest bardzo wysoka, a i firma do tej pory też była prowadzona wzorowo. Ja chcę tylko wskazać drogę, którą będziemy się kierować, a która pozwoli nam odnieść sukces nie tylko regionalny.

Czy wobec tego przewiduje pan ruchy kadrowe, a więc zwolnienia pracowników, a może przeciwnie, przyjęcie kolejnych? Czy obecna załoga jest w stanie sprostać pana wymaganiom i oczekiwaniom?

Każdemu pracownikowi trzeba dać szansę. Są tutaj bardzo zaangażowani, z dużą wiedzą i potencjałem pracownicy. Na pewno będziemy zwiększać zatrudnienie i tu nie mówię o kilku osobach, ale już widzę potrzebę zatrudnienia nawet kilkudziesięciu osób. Będzie to niezbędne, aby zrealizować te założenia, które już się powoli kreślą.

Jest to bez wątpienia bardzo miła i oczekiwana przez mieszkańców informacja, w tak „bogatym” w bezrobocie regionie?

Najpierw jednak podzielę się swoimi spostrzeżeniami z Radą Nadzorczą i pracownikami spółdzielni, dopiero w następnym etapie ze społeczeństwem lokalnym. Jeżeli zdecydujemy się na wybudowanie nowego zakładu, konsekwencją będzie zatrudnienie większej ilości osób. W rzeczywistości będzie też potrzeba zakupienia nowych linii produkcyjnych. W mojej ocenie, w spółdzielni drzemie bardzo duży potencjał i duże możliwości, Chciałbym, aby wytwarzanym tu dobrem dzielić się z jak największą liczbą społeczeństwa.

Rozmawiał Franciszek Jaroński