Starosta Ryszard Niedziółka nie wie jeszcze, czy przedstawiony w środę plan będzie planem naprawczym szpitala. FOT. Jarosław Żukowski

Starosta Ryszard Niedziółka nie wie jeszcze, czy przedstawiony w środę plan będzie planem naprawczym szpitala. FOT. Jarosław Żukowski

W końcu jest. Plan naprawczy szpitala powiatowego. Najbardziej wyczekiwany dokument ostatnich miesięcy wylądował w powiecie. Tyle, że lądowanie było wyjątkowo twarde. Bo okazuje się, że przedstawiony wczoraj plan wcale nie jest jeszcze planem.

Starosta wyraźnie dał do zrozumienia, że teraz się będzie długo zastanawiał, co z tym planem zrobić. Zdaniem Waldemara Kuczyńskiego ten plan jest jak fiskars. Narzędzie drogie i nie nadające się do każdego ogródka. Ten fiskars kosztował powiat prawie 150 tysięcy, ale czy jest w stanie skopać ogródek zwany szpitalem? Chyba tylko te chwasty, które wyrosły dookoła niego.

Skoro to nie jest plan, to co to jest? Raczej dowód bezradności na kompletny brak pomysłu, co z tym szpitalem zrobić i jak go wyprowadzić na prostą. Jedno po wczorajszym spotkaniu wiem na pewno. Zarząd ze starostą na czele są najodważniejszymi ludźmi w powiecie. Zamiast zapoznać się z tym planem planu, rzucili go na stół i chyba sami się tego przestraszyli, co zobaczyli na tych wszystkich na slajdach. Jeszcze na początku spotkania ten plan planów był publiczny, ale już na końcu przestał być publiczny. Tyle komentarza, teraz garść informacji.
Co dowiedzieliśmy się z planu planów? Na przykład jaka jest prognozowana strata szpitala na koniec roku?

3 miliony 400 tysięcy. Albo więcej. Takich przerażających cyferek, które składały się na całkiem długie liczby płaczu i przerażenia było wczoraj dużo więcej. Co zatem robić? Plan, który nie jest jeszcze planem ma receptę na kilka problemów szpitala i rachunek zysków. Kolejności nie wybierałem. Taka była w prezentacji.

Zreformować sprzątanie w szpitalu! Śmieją się? Niepotrzebnie, bo plan pokazuje wyraźnie, że można zaoszczędzić kilkaset tysięcy, m.in. dzięki temu, że będą kupowane płyny w dużych butelkach, a nie małych, jak do tej pory … Poważnie, m.in. o tym wczoraj mówiono na poważnym spotkaniu w starostwie powiatowym w Kętrzynie. W planie jest jeszcze plan, by ekipę sprzątaczek zmniejszyć o dwie i w kieszeni szpitala zostanie 600 tysięcy rocznie.

Źródła światła też trzeba wymienić. Ta z kolei zmiana może dać oszczędności rzędu 25 tysięcy. Dużo się też mówiło o aptece szpitalnej. Podobno coś tam ginie, a jak by nie ginęło to też by była oszczędność. Zamawianie też powinno się odbywać na zasadzie, że trzeba kupować to co potrzebne, a nie to co niepotrzebne. Apteczki mają być oddziałowe z codzienną kontrolą stanów. To ma przynieść kolejne oszczędności. I to spore. Plan zakłada najniższe z możliwych, czyli na poziomie 20%, a to w konkretnych pieniądzach jakieś 430 tysięcy złotych rocznie. Mówiło się też o zmniejszeniu ilości stanowisk kierowniczych.

Łączyć, a przy okazji likwidować zastępców. Łączyć też trzeba, według planu naprawczego – oddziały. Chirurgia, ortopedia i laryngologia w jeden oddział zabiegowy z 24 łóżkami. W ogóle to plan naprawczy proponuje szpitalowi zamiast obecnych 150 łóżek – 82. Według planu w kętrzyńskim szpitalu powinno się wykonywać mniej badań, rzadziej wozić pacjentów karetkami i właściwe rozliczać używaną do zabiegów krew. Analiza wykazuje, że za dużo krwi w szpitalu jest marnowanej. Padło stwierdzenie – pytanie (???), czy aby nie jest ona wylewana, ale mogłem się przesłyszeć.

Sporo też było o wysokich kosztach pracy. Plan, który nie jest wcale jeszcze planem proponuje zmniejszenie wydatków osobowych o 1,5 miliona złotych rocznie w komórkach generujących przychód i 1,4 miliona złotych rocznie w komórkach, które nie generują przychodu.

To tyle jeśli chodzi o wczorajsze pięcio i pół godzinne spotkanie w sprawie wyczekiwanego przez wszystkich planu naprawczego szpitala. Te kilka slajdów, które udało mi się sfotografować, publikuję na własną odpowiedzialność.

Jarosław Żukowski

img_4403 img_4414 img_4419 img_4423 img_4426