Miłość Polki i Ukraińca ... od tego rozpoczyna się opowieść Wojtka Smarzowskiego o Wołyniu. FOT. Krzysztof-Wiktor-Film-It

Miłość Polski i Ukraińca … od tego rozpoczyna się opiwieść Wojtka Smarzowskiego w filmie “Wołyń”. FOT. Krzysztof-Wiktor-Film-It

… zaczyna się cierpienie i śmierć. I tak było na Wołyniu w 1939 roku, a w kolejnych latach tych cierpień, krwi i śmierci przybyło tyle, że z wykopanymi wtedy rowami nienawiści i śmierci nie możemy sobie poradzić do dzisiaj.

Film Smarzowskiego nie epatuje śmiercią i cierpieniem. A mógłby. Film Smarzowskiego nie napuszcza jednych na drugich. A mógłby. Ale gdy zobaczysz film Smarzowskiego „Wołyń” zostaniesz uzbrojony we wrażliwość do ludzi, o których zapomniało bardzo wielu. O których zapomniał prawie cały Naród. Zapomniały Państwa, Cywilizacje i Historia. Ten film uzbroi Cię we wrażliwość do ludzi, którzy sami o sobie mówią, że zostali zdradzeni dwukrotnie. Wtedy, gdy byli rąbani siekierami i wtedy, gdy o tym tak długo milczano. Smarzowski przerwał tym filmem milczenie … bo Naród, który traci pamięć, przestaje być Narodem … A my chcemy być Narodem …

Polacy z Ukraińcami mieszkali razem na Wołyniu od średniowiecza. Czy się kochali? Polsko-ukraińskie wesele, które jest w filmie wprowadzeniem w historię, pozwala powiedzieć, że tak. Ale już to wesele pokazuje, że Ukraińcy głośno mówią o polskich kolonizatorach i morgach, które dostają. Polacy z kolei traktują ich z wyższością, jak panowie chłopów. Coś się zaczyna złego dziać między dwoma narodami, które tyle wieków tworzyły specyficzną, niepowtarzalną i piękną kulturę. Kresowiacy. Zaciągający po rusku, myślący po polsku. Hardzi i dumni. Polacy z Kresów. I zmieniło się wszystko, na złe, we wrześniu 1939 roku. Najpierw agresja Niemiec na Polskę, a później zbrodniczy cios w umierające Państwo ze strony Rosji Sowieckiej. Właśnie 17 września następują pierwsze eksterminacje polskich wsi przez bandy Ukraińców. „Smert Lachom”. To hasło coraz częściej towarzyszyło ukraińskim narodowcom w realizacji ich idei o niepodległej Ukrainie.

Wspomnienia jednego z ocalałych zbrodnię wołyńska mówią o tym wiele: „Kto tak zmienił świat, że się wszystko pokręciło? Że jedni chcieli panować nad drugimi i zaczęli mordować. Tak się to zaczęło. Rządzić chcieli. Mordowali, zabijali, znęcali się. Nieraz tak sobie myślę, że ktoś za tym wszystkim stał. Może i diabeł, ale ten diabeł miał wygląd człowieka. To jakiś zły człowiek, jacyś źli ludzie do tego doprowadzili. Po co im były te mordy? Co z tego mieli? Sowieci ich najechali i byli niewolnikami u Sowietów. Nic im z tych mordów nie przyszło”.

A potem jeszcze odpowiedź na pytanie, czy chciałby teraz, po tylu latach wrócić do swojej rodzinnej wioski na Wołyniu? „Do swojej wsi? Nie, nie chciałbym. Bo to, co tam przeżyliśmy, do dzisiaj boli. Bardzo boli. I nie można tego zapomnieć. To tak jakby ta sama wielka rana zawsze się sączyła. Tamten strach do dzisiaj w nas mieszka. Jak słyszę takie pytanie, czy bym pojechał, to myślę, że za żadne skarby bym tam nie pojechał. I nigdy. Nawet by nie wiem co mi dawali. Bo strach jest silniejszy ode mnie …”

To właśnie ten strach czai się w każdym kadrze tego filmu. Oglądając ten film, wiesz już co się wydarzy, a jednak się boisz, że musi się wydarzyć. Wiesz, że będą bestialsko mordować. Wiesz, że w ruch pójdą siekiery i widły. Wiesz, że będą dręczyć i znęcać się nad wszystkimi, którzy są nie-nasi. Oglądasz każdą następną scenę i mimo wszystko masz nadzieję, że to nie może tak być, że to nie może być prawda. Że ojciec nie mógł zabijać swoich dzieci, że mąż nie mógł zabić swojej żony, że brat nie mógł zabić swojego brata. Ale gdy już wiesz, że większość z nich musi zginąć, zaczynasz się modlić, po cichu … żeby ktoś ocalał … może Zosia … może Petro … może Oleś … może Skiba … może Głowacki … może Izaak …

Część z nich przeżyła. Wciąż ich tak wielu żyje obok nas. Słuchamy, co do nas mówią, ale tak naprawdę nie słyszymy ich. Wciąż nie wiemy jak się zachować i co o tym myśleć. Film Smarzowskiego daje wszystkim wrażliwym jasną odpowiedź. Jak tylko zobaczysz ten obraz, odpowiedź poznasz na pewno …

Jarosław Żukowski