O “czarnej liście” w starostwie mówiło się od początku kadencji Ryszarda Niedziółki jako starosty. FOT. Fotomontaż nmketrzyn

Joanna Mazurowska pracowała w Starostwie Powiatowym w Kętrzynie od 1 lipca 1999 roku. Przeszła wszystkie szczeble kariery urzędniczej od inspektora do sekretarza. Od 1 lipca 2017 nie jest już pracownikiem starostwa. Zwolniono ją, bo za dużo zarabiała. Wyrokiem sądu powiat musi jej zapłacić 13 tysięcy odszkodowania.

18 lat pracy w urzędzie to dużo. Joanna Mazurowska to przykład solidnego pracownika, który dzięki podnoszeniu kwalifikacji i rzetelnemu wykonywaniu codziennych obowiązków może wspinać się po szczeblach urzędniczej kariery.
– Zawsze starałam się lojalnie wykonywać swoje obowiązki i ciągle podnosić swoje kwalifikacje zawodowe – mówi Mazurowska.

Była na „czarnej liście”
Przyznaje, że każda zmiana władzy w starostwie to strach o pracę i przyszłość. Ostatniej zmiany bała się najbardziej, gdy w końcu 2014 roku do urzędu wkroczył, jako starosta Ryszard Niedziółka. Wiedziała, że jest na tzw. „czarnej liście”, ludzi do natychmiastowego zwolnienia ze starostwa. W lutym przyjęła nowe zadania i bez słowa zgodziła się na obniżenie jej wynagrodzenia o niemal połowę.
– Chciałam po prostu pracować. Lubię tę pracę i nie widziałam się w innej – mówi zwolniona ze starostwa.
I pracowała. O „czarnej liście” już nikt nie mówił. Aż nadszedł 18 stycznia 2017 roku, gdy „jedenastka” uchwaliła budżet powiatu, który w znaczący sposób zmieniał propozycję zarządu. Rozpoczęła się wojna, która dotknęła również pracowników jednostek powiatowych. Zmiany wprowadzone przez „jedenastkę” dotyczyły również pozycji „wynagrodzenia” w starostwie powiatowym.

Wytypował ją do zwolnienia
Już w lutym i w marcu pracodawca Joanny Mazurowskiej zmienił strukturę organizacyjną i właśnie ją wytypował do zwolnienia. Powiat uzasadniał to przed sądem pracy.
– Pracodawca przeprowadził analizę pod kątem wykorzystania zasobów zatrudnionych pracowników i kierując się celem redukcji kosztów zatrudnienia wytypował powódkę do rozwiązania stosunku pracy – czytamy w odpowiedzi na złożony przez Mazurowską pozew do sądu pracy.
Ten sposób myślenia potwierdzał podczas ostatnich sesji Ryszard Niedziółka, starosta kętrzyński pytany przez radnych o powody zwalniania pracowników. Tłumaczył radnym, że budżet na wynagrodzenia w starostwie jest niewystarczający i musi podejmować decyzje o zwolnieniach. Sugerował też, że zwalnia „droższych”, by zatrudniać „tańszych”.

Sąd nie przyjął argumentów starostwa
Zupełnie inaczej sytuację ocenił Sąd Pracy w Kętrzynie, który rozpatrywał pozew Joanny Mazurowskiej złożony przeciwko swojemu byłemu pracodawcy. Sąd Pracy powołując się na wyrok Sądu Najwyższego nie zgodził się z uzasadnieniem starostwa, które przy typowaniu pracownika do zwolnienia z większej grupy pracowników wzięło pod uwagę tylko kryterium wysokości wynagrodzenia. Sąd zauważył, że drugi pracownik komórki dotkniętej zmianami organizacyjnymi zarabia o 875 zł więcej.
– W ocenie sądu kryterium doboru pracowników do zwolnienia w wysokości otrzymywanego przez nich wynagrodzenia jest nieuzasadnione, gdyż nie odnosi się do indywidualnych cech pracownika i jego stosunku do pracy, czyli podstawowych elementów decydujących o przydatności pracownika do racy – czytamy w uzasadnieniu do wyroku.

Przegrana sprawa i odszkodowanie
Od 1 lipca Joanna Mazurowska pracuje już w zupełnie innym miejscu, ale wspomnienie zwolnienia i sprawy sądowej nie daje jej spokoju. Spokoju nie będzie również w starostwie powiatowym, które po raz kolejny przegrywa sprawę przed sądem pracy. Co gorsza będzie musiało wypłacić odszkodowanie.
W dniu ogłoszenia wyroku w sprawie (9 czerwca br.) rozmawiałem z Michałem Krasińskim, wicestarostą kętrzyńskim. Komentować wyroku nie chciał, ale zapowiadał, że starostwo odwoła się od niego, bo sąd pierwszej instancji nie przyjął przedstawianych przez starostwo argumentów.
jz