Ojciec Bronisław Sroka, jezuita znany jest wielu mieszkańcom Kętrzyna. W latach 1982-1986 był duszpasterzem w klasztorze w Św. Lipce. Jego kazań słuchało się z zapartym tchem. Z jego wykładów z historii Polski nie chciało się wychodzić. Ale egzamin u niego zdawali tylko najwytrwalsi i najodważniejsi. Nauczał prawdy w czasie, gdy prawda była nie tylko zakazana, ale słuchanie jej groziło więzieniem i prześladowaniami.

17 czerwca w Sanktuarium Serca Jezusa Miłosiernego w Kaliszu o. Bronisław obchodził 50-lecie święceń kapłańskich. W uroczystościach wzięło udział pięciu posłów, senator, minister z kancelarii prezydenta oraz były minister. Nie każdy duszpasterz może liczyć na taką asystę podczas swojego święta.

Kętrzyńska delegacja przyjaciół

W uroczystościach wzięła również udział kilkuosobowa grupa kętrzynian, którzy w latach 80-tych byli uczniami o. Bronisława. Jednym z nich był Jarosław Lipka, który w pierwszych dniach stanu wojennego został uwięziony za rozklejanie antykomunistycznych plakatów w Kętrzynie.

– Sądził nas sąd wojenny. Tak jak byśmy byli wojennymi zbrodniarzami, a my po prostu wyrażaliśmy swoją opinię o tym, co się wokół nas dzieje – mówi Jarosław Lipka.

Razem z Tomaszem Kosiorem przesiedzieli w różnych więzieniach ponad 7 miesięcy. Wątpliwości, że należy kontynuować działalność antykomunistyczną po wyjściu z więzienia nie mieli żadnych. Pytanie było tylko, jak to robić. I wtedy w Świętej Lipce pojawił się On. 46-letni jezuita, trochę podobny do Lenina, „przeganiany” przez SB z miejsca na miejsce. Do Św. Lipki przyjechał z Lublina, a wcześniej był w Gdańsku. Już jako licealista podpadł komunistom, biorąc udział w grupie opozycyjnej w Gdańsku. Przesiedział w więzieniu kilka lat, a na koniec trafił do kopalni w Jaworznie.

Kolega z więzienia

Na kaliskie uroczystości przyjechał jego kompan z więzienia. Jechał aż ze Szczecina, by uściskać się z przyjacielem. Przygarbiony 85-latek z uśmiechem opowiadał o swojej przyjaźni z późniejszym jezuitą i tym wszystkim, co przeżyli w stalinowskich więzieniach. Obaj do dzisiaj pamiętają żołnierzy AK więzionymi razem z nimi. – Byli to wspaniali ludzie, koleżeńscy, uśmiechnięci, radośni i przyjaźni. Wielu z nich nosiło na sobie ślady potwornych tortur, mieli zmiażdżone palce u rąk, powyrywane paznokcie, powybijanie zęby, a mimo to byli wyjątkowo pogodni. Wspólnie śpiewaliśmy piękne polskie pieśni. Ulubioną naszą pieśnią była pieśń z Powstania Styczniowego, która dodawała nam otuchy, krzepiła – opowiadał podczas jednej z wcześniejszych uroczystości w Kaliszu o. Bronisław Sroka.

Tak samo pogodni pozostali dwaj przyjaciele „z kicia”, jak mówi z uśmiechem 82-letni dzisiaj o. Bronisław. Aresztowany przez SB był jeszcze raz, w roku 1970. Przesiedział wtedy kolejne pół roku.

 

Bóg tak chciał

Podczas uroczystej mszy św. w Kaliszu były gratulacje dla Jubilata, podziękowania i życzenia zdrowia. Wszyscy chcieli tego dnia złożyć życzenia temu szczególnemu katechecie. On sam, jak zawsze skromnie i z pokorą mówił, że nie zrobił nic wielkiego.

– Po prostu tak chciał Bóg, a ja poddałem się jego planowi – mówił podczas uroczystości.

Mówił o tym, że jego koledzy jezuici mieli dla niego wiele propozycji. On jednak widział tylko jedną drogę dla siebie. Chciał być katechetą. W tym czuł się najlepiej. Jarosław Lipka wspomina jedną z mszy w kościele św. Katarzyny w Kętrzynie podczas rekolekcji, 36 lat temu. Sroka miał kazanie. Słowa, które wtedy padły zapamiętało wielu obecnych. Kilku z nich pozostało przyjaciółmi o. Sroki już na całe życie.

– Bo w życiu nie chodzi o grubiej posmarowaną pajdę chleba – mówił wtedy niewysoki jezuita, którego spojrzenie pamięta się przez całe życia.

Wyższa szkoła patriotyzmu

Słowa o. Sroki trafiły na podatny grunt w Kętrzynie. Grupa kilkudziesięciu wtedy młodych ludzi przez kilka lat jeździła do Świętej Lipki na wykłady o historii Polski, na rozmowy o Polsce i o tym, że kiedyś „wybuchnie niepodległość” i trzeba będzie pracować, by już nigdy niepodległości nie utraciła. Uczyli się i poznawali prawdę o trudnej polskiej historii. Czy ktoś z nich myślał wtedy o tym, że upadnie w Polsce komunizm? Że upadnie w Związku Radzieckim? Że w końcu „wybuchnie” ta upragniona niepodległość? Przecież Sroka nie uczył obsługi karabinu, ani przeładowywania pistoletu. Nie uczył produkcji „koktajli Mołotowa”. Wierzył, że prawda w końcu musi zwyciężyć. Zarażał tą wiarą szybko i na całe życie. Nie uczył nienawiści do swoich prześladowców, choć w stalinowskich więzieniach spędził najlepsze lata swojego życia. Powtarzał za każdym razem, że „musicie być przygotowani na życie w niepodległej Ojczyźnie”. Powtarzał, że najważniejsza jest wiedza. Dlatego łamał najcięższe stereotypy wykreowane przez komunistyczną propagandę. Łamał je skutecznie, bo każdy, kto uczestniczył w jego historycznych wykładach, zrozumiał na czym polegała szlachecka demokracja w I RP. Wie, jak wyglądała wojna obronna we wrześniu 1939 roku. Doskonale wie, na czym polegała różnica w poglądach pomiędzy Dmowskim i Piłsudskim. Każdy też wie, co oznaczało biblijne „nadstawianie drugiego policzka”. Jego uczniów niełatwo wyprowadzić w pole i trudno przekonać do swoich racji, bo podstawy patriotyzmu mają silniejsze niż kręgosłupy.

Doprowadzali do szalu SB

Słowa o. Sroki trafiły na podatny grunt w Kętrzynie. Grupa bez nazwy doprowadzała swoimi działami do szału miejscową SB. Była podziemna gazetka, wydawana na zrobionych przez grupę powielaczach, były ulotki, było malowanie na murach, były msze św. za Ojczyznę w św. Jerzym, były wspólne wyjazdy na warszawską pielgrzymkę do Częstochowy i wizyty Jana Pawła II do Polski. Była idea, która pozwalała godnie żyć i robić to, co wtedy trzeba było robić.

Zbigniew Jankowski, uczestnik kaliskich uroczystości przypomina jedną z historii z tamtych czasów. Opowiada jak kilkuosobowa grupa malowała na sklepie naprzeciwko apteki przy Daszyńskiego napis „Solidarność zwycięży”. Codziennie rano był zamalowany, by kolejnego dnia znów się pojawić. Któregoś dnia pracująca w aptece kobieta powiedziała jednej z matek chłopców z grupy, że w nocy w aptece będzie nocowało kilku panów. Co zrobiła kętrzyńska grupa? Jeszcze tej samej nocy namalowała taki sam napis tyle, że … pod oknem apteki, z której funkcjonariusze SB prowadzili całonocną obserwację muru naprzeciwko.

– To był jeden z naszych rekordów świata – śmieje się Zbigniew Jankowski.

Tych rekordów było przez te lata wiele. ESBeków w Kętrzynie przybywało, a efektów ich pracy do końca nie było.

– Pewnie premii za często nie dostawali – śmieje się Zbigniew Jankowski, w konspiracji znany jako „Zbyniu”.

Wzruszenie odbierało głos

Kętrzyńscy uczestnicy kaliskich uroczystości przyznają, że podczas mszy zaszkliły im się oczy. Dwóch z nich – Jarosław Lipka i Jerzy Wielicki przesiedzieli w komunistycznych więzieniach wiele miesięcy i trudno znaleźć coś, co ich może zaskoczyć i wzruszyć. A jednak. Ojciec Bronisław długo wypatrywał swoich kętrzyńskich przyjaciół w kościele, ale gdy drugi raz powtórzył swoje pozdrowienia i podziękowania za to, że wciąż są z nim, uczestnicy chcieli zobaczyć tych, których w taki sposób wyróżnił „kapłan niezłomny”, bo tak nazywany jest o. Sroka w Kaliszu. Wstali z czerwonymi od łez oczami i byli dumni, że są przyjaciółmi takiego człowieka. Niezłomnego obrońcy wiary i polskości. We wstępie do swojej książki napisał m.in.: „W dalszym ciągu, tak wtedy jak i dziś zagrożone są dwie najcenniejsze wartości, bez których trudno się rozwinąć na prawdziwego człowieka. Mam tu na myśli religię i patriotyzm. Wartości te stanowią dla człowieka, który je posiada źródło niezłomnej siły i mocy przetrwania w najtrudniejszych nawet opresjach. Doświadczyłem tego osobiście i jestem w pełni świadom, że to właśnie wiara oraz przekonanie, że moje cierpienia mają sens, ponieważ podejmowane są dla wielkiej sprawy, której na imię POLSKA, dodawały mi siły i pozwalały przetrwać, temu właśnie pragnę złożyć świadectwo. Chciałbym bardzo, aby to co piszę było głośnym wołaniem: – Ludzie! Nigdy nie pozwólcie odebrać sobie wiary w Boga i miłości do Ojczyzny! Bez tych wartości trudno żyć na uczciwym, ludzkim poziomie. Trudno być Prawdziwym Człowiekiem”.

Uczestnicy kaliskich uroczystości podkreślają ich charakter i oprawę. Jezuici potrafią docenić swoich bohaterów myśli i czynu. Szczególne ukłony należą się dwóm z nich: o. prowincjałowi Tomaszowi Hatmannowi i o. superiorowi Andrzejowi Lemieszowi.

Uczestnikami tych szczególnych uroczystości w Kaliszu byli: Jarosław Lipka, Jerzy Wielicki, Zbigniew Jankowski, Marek Jaskuła, Tomasz Ojdym oraz autor tego tekstu.

Jarosław Żukowski

O. BRONISŁAW SROKA

Urodził się 1 maja 1936 roku w Bratysławie. Czas II. wojny światowej spędził w Budapeszcie. Po wojnie będąc uczniem gdańskiego liceum wziął udział w konspiracji antykomunistycznej. Aresztowany przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, skazany w maju 1953 na pięć lat pozbawienia wolności. Zmuszony do przymusowej pracy w kopalni Kościuszko-Nowa w Jaworznie. Wstąpił do nowicjatu jezuitów w Kaliszu. W 1968 roku przyjął święcenia kapłańskie. W latach 1969-1974 studiował na KUL-u. Uczestnik konspiracji Ruchu. Aresztowany w lipcu 1970, uwolniony 31 stycznia 1971. W latach 1974-1977 był duszpasterzem akademickim w Gdańsku. W 1977 był jednym z działaczy Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. 23 marca 2007 r. odznaczony przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Od 2003 roku osiadł w Kaliszu.