Publikujemy opowiadanie Małgorzaty Kłek, które wzięło udział w konkursie „Przygoda z Wojciechem Kętrzyńskim”. Organizatorem konkursu była Szkoła Podstawowa nr 3 w Kętrzynie i Pani Grażyna Wyszkowska.

Pewnego dnia przechadzałam się po alejkach parku różanego w Kętrzynie. Fontanna dawała delikatnie orzeźwiającą mgiełkę w upalny dzień lata. Różnobarwne kwiaty – czerwone, żółte, białe oraz różowe pachniały mocno i pięknie. Ach … Ile można oddać, by być różą, którą każdy się zachwyca i traktuje ją z szacunkiem. Jest oznaką miłości, przynosi radość i szczęście. Podeszłam do jednej z tych największych, najpiękniejszych czerwonych róż. Powąchałam jej płatki. I nagle poczułam, że spadam w ciemną otchłań. Nie wiedziałam, co się dzieje.

Wtem znalazłam się w ogrodzie pełnym pięknych róż. Moje ciało wyglądało zupełnie inaczej. Zobaczyłam, że nie mam nóg oraz rąk. Na ich miejscu pojawiły się łodyga oraz liście i kolce. Ja również byłam różą. Mimo że nie miałam ogromnych rozmiarów, tak jak inne kwiaty rosnące obok mnie, wyglądałam pięknie. Ale jak to się stało? To niemożliwe! Zobaczyłam, że po ulicach nie jeżdżą samochody, tylko konie, a dzieci nie siedzą zapatrzone w telefony, a bawią się wspólnie. Ludzie byli ubrani zupełnie inaczej, wszystko wydawało się jak nie z moich czasów. Czy przeniosłam się w inne stulecie? Wtem podchodzi do mnie człowiek ubrany w strój wojskowy. Zrywa mnie i dołącza do bukietu. Niesie mnie wraz z innymi kwiatami do domu i przynosi kobiecie, która spodziewa się dziecka. Podziękowała mu i wstawiła kwiaty do wazonu. Następnego dnia od samego rana wszystko działo się bardzo szybko. Wojskowy zawołał dorożkę i wraz z żoną wsiedli do niej. Mężczyzna krzyknął: „Do szpitala!”. Wtedy zrozumiałam, że kobieta pojechała urodzić dziecko. Po dwóch dniach małżeństwo powróciło szczęśliwe. Nieśli małe zawiniątko, które cichutko kwiliło. Jednak coś mnie bardzo zdziwiło. Inne róże wyglądały już nieładnie. Zaczęły więdnąć, płatki powoli z nich opadały. Ja wyglądałam bardzo dobrze, a moje listki trzymały się na swoim miejscu. Słyszałam rozmowy rodziców nowo narodzonego dziecka, gdy zastanawiali się nad jego imieniem.

W końcu stwierdzili, że nazwą go Adalbert. Po paru dniach róże, z którymi dzieliłam wazon zostały wyrzucone, a ja ku zdziwieniu domowników cały czas bardzo dobrze się trzymałam. Czułam, że spędzę tu wiele dobrych i złych chwil. Adalbert rósł, zaczął stawiać swoje pierwsze kroki, bawił się. Był bardzo ciekawskim dzieckiem, wciąż gonił za przygodami. Mijały miesiące, lata. Ja wciąż nie więdłam. W domu zaczęłam uchodzić za magiczną różę. Pewnego razu mój płatek opadł. Wszyscy byli bardzo zdziwieni. Kilka godzin po tym wydarzeniu, doszła do mnie wieść, że ojciec Adalberta nie żyje. Tak bardzo współczułam całej rodzinie. Gdy chłopiec skończył 10 lat, zostałam mu podarowana, bym zawsze przynosiła szczęście. Każdego ranka zrywał mój płatek, który potem odrastał. Brał go do kieszeni i był bezpieczny. Rodzice mówili mu, by o mnie dobrze dbał i miał przy sobie mój płatek. Adalbert w wieku 15 lat zaczął naukę w progimnazjum i ukończył je w dwa lata. Po jakimś czasie otrzymał list od siostry, z którego dowiedział się o polskim i pochodzeniu i nazwisku rodowym – Kętrzyński. Czy to nie piękne, że chłopiec dowiedział się, że w rzeczywistości jest Polakiem? Byłam przy nim w każdej chwili jego życia Przy tej również. Płakał ze wzruszenia i bardzo się cieszył. Zainteresował się historią Polski. W wieku 23 lat przeprowadził urzędową zmianę imienia i nazwiska na Wojciech Kętrzyński. Zaangażował się też w działalność patriotyczną. Bardzo się o niego bałam, mogło mu przecież stać się coś bardzo złego. Pewnego razu zapomniał zerwać ze mnie płatek. Tego dnia został aresztowany. Wtrącono go do więzienia na rok. Kolejny mój płatek opadł. Było mi bardzo ciężko. Znałam go przez ponad 20 lat, a teraz przez rok go nie ujrzę. Opiekowali się mną wtedy jego bliscy. W więzieniu przetłumaczył swoje teksty na język łaciński. W końcu 22 kwietnia 1866 roku wyszedł z więzienia! Wrócił do domu, urwał ze mnie płatek i udał się na uniwersytet do Królewca. Duma mnie rozpierała. Chłopiec, któremu przynosiłam szczęście był taki ambitny i mądry. Pół roku później obronił tam doktorat. Potem trudno było mu znaleźć pracę. Mimo, że bardzo się starał, władze Pruskie odmówiły mu zatrudnienia na terenach, które zamieszkiwali Polacy. Jednak nie poddawał się i dążył do realizacji swoich celów. W końcu zaczął pracować niedaleko Poznania w bibliotece, do której i mnie ze sobą zabrał. Został nawet członkiem honorowym Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Kilka lat później objął posadę w Zakładzie im. Ossolińskich we Lwowie. Niedługo potem dostał tam stanowisko kustosza. Znalazł również miłość. Wyszedł za Wincentynę Klińską. Bardzo się cieszyłam. Niedługo potem urodził im się syn, którego nazwali Stanisław. Był tak samo ciekawskim i pełnym energii chłopcem, jak jego ojciec za młodu, który teraz został dyrektorem Zakładu im. Ossolińskich. Potem dołączył również do Moskiewskiego Towarzystwa Archeologicznego.

Po jakimś czasie Wojciecha opuściły siły. Starzał się i coraz częściej zapominał mnie podlewać. Rozumiałam, że to już koniec i mój, i jego. Moje płatki opadały, traciłam piękno. 15 stycznia 1918 roku opadł mój ostatni płatek. Była to też data śmierci mojego serdecznego przyjaciela, przy którym byłam i nad nim czuwałam. Spadam w otchłań niebytu. Znowu znalazłam się w parku różanym. Wszystko było jak dawniej. W rękach trzymałam tę samą różą. Ale co się stało? Przecież przeżyłam 80 lat w innych czasach i wciąż wyglądałam tak, jak wyglądałam. Poznałam całe życie Wojciecha Kętrzyńskiego. Nie miał łatwo. Najpierw śmierć ojca, rok więzienia, a potem brak pracy. Postanowiłam, że teraz zobaczę w Kętrzynie zawiązanie z nim miejsca np. jego pomnik, czy tablicę pamiątkową. Bardzo mnie cieszy to, że mogłam poznać tak wspaniałego człowieka. Nie mogliśmy wprawdzie porozmawiać, ale uczestniczyłam w każdej chwili jego życia. To była ciekawa przygoda, której nigdy nie zapomnę.

Małgorzata Anna Kłek kl.2A Oddziały Gimnazjalne

Szkoła Podstawowa nr 1 w Kętrzynie

Opiekun: Maria Mickiewicz