Korespondencja z Gołdapi. Redakcja nie mogła udać się z piłkarzami Granicy na spotkanie do Gołdapi, ale pojechał tam Paweł Sucharzewski, który przesłał nam swoją relację z tego spotkania. Dziękujemy za komentarz do tego spotkania. 

Biorąc pod uwagę dotychczasowe dokonania dzisiejszego gospodarza meczu – dwie wygrane, remis i aż pięć porażek oraz zadziwiająco słaby bilans bramkowy 6:28, pozwalało patrzeć z optymizmem na wyjazd Granicy do Gołdapi.

Być może świadomość słabej formy Rominty w tym sezonie miała ujemny wpływ na postawę zawodników Granicy w pierwszej połowie meczu. Nasi zawodnicy wyglądali dziwnie ospale, grali bez pomysłu i nadmiernego zaangażowania w akcje ofensywne, jakby licząc, że mecz już jest z góry wygrany. Niemrawa gra obu drużyn znalazła odzwierciedlenie w kilku niecelnych strzałach z obu stron. Z reguły nie wypada komentować pracy arbitrów, ale w 36 minucie meczu miała miejsce sytuacja, która mogła zwiastować problemy, które nastąpiły po przerwie. Podczas naszej akcji ofensywnej Mariusz Machniak, wiedząc, że jest na pozycji spalonej świadomie zaprzestał w niej udziału. Niestety sędzia spotkania, Pan Maciej Tarnolicki z Ełku, odgwizdał pozycję spaloną Mariusza w momencie, gdy na czystą pozycję z głębi pola wychodził Mikołaj Rałowiec. Liczna grupa kibiców z Kętrzyna obecna na meczu wyrażała nadzieję na poprawę gry Granicy po przerwie. Nadzieję tę potęgowały też decyzje trenera Pieca, który dokonał kilku zmian personalnych w przerwie. Za Marcina Dwulata wszedł Paweł Kowalewski, który w kilku ostatnich meczach udowodnił, że nie zapomniał jak się strzela bramki. Efekty przyszły bardzo szybko, bo już w 52 minucie Paweł Kowalewski po składnej akcji zespołu otrzymał podanie od Krzysztofa Łokietka na 18 metrze i celnie strzelił wyprowadzając nasz zespół na prowadzenie. W 58 minucie nastąpił pierwszy sygnał ostrzegawczy – przy wyprowadzaniu piłki od własnej bramki niecelne podanie Nuny przechwytuje zawodnik gospodarzy i oddaje minimalnie niecelny strzał. Kilka minut później piękny strzał, w „swoim” stylu oddał Kowalewski, który nie zastanawiając się uderzył z trzydziestego metra sprawiając sporo kłopotów dla bramkarza gołdapian. Niestety zamiast 2:0 dla Granicy, po minucie zrobiło się 1:1. Ta bramka to strata piłki przez Damiana Rokselę w środkowej części boiska, szybki przerzut na skrzydło, skąd zawodnik Rominty dośrodkowuje na głowę kolegi dopełniającego formalności, mierzonym strzałem głową. Mówiąc w pełni obiektywnie była to bardzo ładna akcja i piękny gol.

Niestety, w tej akcji był jeden szkopuł, skrzydłowy Rominty był na dwumetrowym spalonym! Sędzia liniowy był wyraźnie spóźniony w tej akcji, nie zasygnalizował pozycji spalonej, co nie zmienia postaci rzeczy, że było to tak wyraźne, że sędzia główny powinien sam skorygować błąd kolegi z chorągiewką. Niestety, mimo protestów zawodników Granicy gol został uznany … Że nie był to najlepszy dzień arbitrów niech świadczy sytuacja z 80 minuty, gdzie po strzale jednego z naszych zawodników piłka została uderzona ręką przez obrońcę Rominty na dwudziestym metrze na wprost ich bramki. Sędzia nie zareagował, kwitując to zagranie, że „ręka była nabita” … Tę decyzję śmiechem skwitowali również miejscowi kibice, nierozumiejący decyzji arbitra. Mimo tych nieprzychylności losu Granica powinna ten mecz wygrać i miała ku temu okazje. W 82 minucie Kowalewski sprytnym odegraniem z pierwszej piłki stworzył stuprocentową sytuację Mikołajowi Rałowcowi, który niestety strzelił wprost w bramkarza. I w końcu, najlepszy zawodnik na boisku, Paweł Kowalewski w doliczonym czasie gry również nie potrafi pokonać bramkarza będąc tuż przed nim, a do dobitki nie doszedł skutecznie wyblokowany przez obrońców Mariusz Machniak. Niestety, Granica w tym meczy nie „zdobyła jeden punkt” ale straciła dwa. Należy mieć nadzieję, że zdobędą je w następnym meczu z Wikielcem.

Paweł Sucharzewski