Legenda o „Ukrytym skarbie i zagubionych portkach”  to druga z nagrodzonych legend w II edycji Miejskiego Konkursu Literackiego „Legendy o Kętrzynie”, zorganizowanego przez Towarzystwo Miłośników Kętrzyna i Szkołę Podstawową nr 1 im. Feliksa Nowowiejskiego w Kętrzynie.

 

Legenda o ukrytym skarbie i zagubionych portkach

Dawno, dawno temu, w czasach, o których jeszcze nikt nie słyszał, nad brzegiem rzeki Guber powstała niewielka osada. Zamieszkiwało ją pruskie plemię Bartów. Ciężkie mieli życie. Wprawdzie ziemie uprawne dawały plony, ale dookoła rozciągały się same bory. Trudno było przejechać drogami, gdzie zwierz się czaił z każdej strony. Oj, bywało, że Bartko czy Stacho nie powrócili z polowania na niedźwiedzia! A i wróg barbarzyński atakował często, paląc do cna domostwa. Każdy ojciec drżał o życie córek, które kudłaci Litwini uprowadzali w niewolę.

Ostatecznie to bracia krzyżaccy zagarnęli ziemie. Już dwa lata po nadaniu praw miejskich osadzie o nazwie Rastenburg bracia zakonni zaczęli wznosić warowny kościół pod wezwaniem św. Jerzego, otoczony murami. Do budowy murów wykorzystywano kamienie, a do ciężkiej pracy przy murarce – mieszkańców Rastenburga.

Rastko całe dnie spędzał, przyglądając się, jak powstają mury wielkiej świątyni. Podziwiał trud ojca, który wydobywał z pól wielkie kamienie. Ileż to pracy i potu kosztowało przeniesienie tych olbrzymich polnych głazów na miejsce budowy. Ale jaka satysfakcja, kiedy tworzyły później podmurówkę tej wielkiej budowli!

Starzy ludzie mówili, że wcześniej stał tu drewniany zamek. Niestety, podczas najazdów Litwinów został spalony. Ale podobno był tam ukryty wielki skarb, którego nikt dotąd nie odnalazł. Oj, rozpalała ta historia wyobraźnię Rastka! Niejednej nocy zakradał się na budowę z kilofem i kopał, i szukał. Czasami te wyprawy nocne kończyły się kuksańcami ojca, a bywało,
że i porządnym laniem.

Pewnego razu młodzieniec usłyszał niezwykłą nowinę. Otóż na plac budowy miał przybyć wielki komtur Werner von Orseln. Ogromne poruszenie zapanowało w mieście, choć mieszkańcy nie martwili się o gościnę, ponieważ żyzne gleby pozyskane w wyniku karczunku, obfitość zwierzyny i dostatek ryb pozwalały zapełnić stoły.

To jest dla mnie szansa! – pomyślał Rastko – Muszę znaleźć skarb i spotkać wielkiego komtura. Oddam mu skarb i kto wie…? Nasza piękna świątynia zostanie wybudowana szybciej, a ja… może zostanę bratem zakonnym i kiedyś będę budował zamki… – marzył nasz bohater.

Kolejnej nocy, gdy młodzieniec kontynuował poszukiwania, uśmiechnęło się do niego szczęście. Otóż… znalazł w ziemi wielki kufer z dużym kluczem. Zajrzał do środka, a tam… drogocenne kamienie i klejnoty. Szybko zamknął skarb, klucz schował do portek i postanowił polecieć po tatową pomoc. Biegł, ile miał sił w swoich chudych nogach, przez kładkę na rzece Guber. Bose stopy zaplątały się w chaszcze na brzegu, portki spadły, a wraz nimi… w odmętach wody zniknął ciężki klucz do skrzyni. Szukał biedny Rastko zguby, koszulę naciągał na chude kolana i nic nie znalazł… Spłakany dotarł do chaty
i opowiedział ojcu o przygodzie.

Rankiem wrócili na plac budowy, ale ani skrzyni, ani nawet dziury po skarbie w ziemi nie było.

Długo ludziska się śmiali z przygody Rastka. Niektórzy nie wierzyli, inni zaś dokuczali, że zgubił w rzece skarb razem z gaciami.

Kto wie, czy to prawda, czy bajanie starych ludzi. Może gdyby Rastko znalazł fortunę, to budowa kościoła św. Jerzego trwałaby nie 16 lat, ale znacznie krócej?

Autor: Aleksandra Trypucka (SP1, kl. 5c)

Opiekun: Mariusz Wąsik